– Pojedziemy na cmentaz w nocy!!! – wykrzykuje radośnie Laura, gdy potwierdzamy, że dziś znowu może z nami jechać.
– Nie chcę w dzień, bo lubię jasne lampki. – tłumaczy swoje uwielbienie dla naszych codziennych wypraw.
Ma rację, bo – choć lampki palą się i za dnia – dopiero w ciemności można docenić ich blask. Drogocenne klejnoty rozrzucone na czarnym płaszczu. Tak właśnie doceniamy pojedyncze radosne chwile wtedy, gdy doświadczyliśmy w życiu prawdziwego mroku.
Obchodzimy Oktawę Wszystkich Świętych. Osiem niezwykłych dni, gdy przypominamy sobie mocno, że ci, którzy są w niebie i czyśćcu są bardzo blisko.
W tym roku postanowiliśmy uratować tyle dusz ile tylko się da. Każdego roku staramy się wyzwolić choć jedną. Przyjąć w tej intencji Komunię św., odwiązać się – choć wolą – od grzechu, pomodlić na cmentarzu, uzyskać odpust zupełny, pomóc przejść komuś do nieba.
W tym roku ratujemy na całego. Codziennie jedziemy na wieczorną mszę, a potem na cmentarz.
Wszystko spowite tam blaskiem dopełniającego się księżyca.
– Jest coraz większy. – mówi syn spoglądając w jego twarz. Cieszę się, że moje dzieci nie patrzą tylko na ziemię.
Blask z góry zlewa się i miesza w jedno z tym ziemskim, z tysięcy zniczy ustawionych na grobach. Ludzie cicho szepczą modlitwy. Zbierają się na wspólny różaniec po kaplicą. Jak cienie zbiegające się z różnych stron, z szelestem podobnym szelestowi suchych liści przesuwanych oddechem wiatru. Im bliżej światła, tym mniej są cieniami. Realnieją w oczach. Uśmiechają się do siebie, wymieniają kilka słów, stają się wspólnotą.
My stajemy całą rodziną i półgłosem odmawiamy nasze modlitwy. Za tych, którzy nawet w świetle, pozostają ukryci.
Wierzymy, że między nami a nimi nie ma żadnego dystansu. Słyszą nas, patrzą, otaczają opieką, modlitwę odwzajemniają, radują się. Tylko my ich nie widzimy. Tylko to, nic więcej nas nie oddziela. Nasza wada wzroku:)
Wierzymy też, że możemy im pomóc; że, nim ciepło naszej modlitwy jak obłoczek pary rozpłynie się w chłodnym wieczorze, oni przechodzą z ulgą do Domu, do którego wszyscy zmierzamy.
Modlimy się. Laurka przestawia znicze na grobie, wybiera ten, który zgasł i którego znów ożywimy światłem.
Trzaska zapałka. Blask. To takie proste.

Czytałam o wielu świętych, których odwiedzały dusze z czyśćca, by prosić o pomoc.
Czytałam ostatnio książkę Marii Simmy, w której opisuje swoje rozmowy z duszami i swoje życie wypełnione modlitwą i ofiarą, by pomóc tym, którzy sami sobie już pomóc nie mogą. To niesamowite, że uzyskanie odpustu zupełnego czy częściowego tak niewiele nas kosztuje, a im oszczędza wielu cierpień.
A – mimo to – nie robimy nic.
Można to porównać do bardzo sugestywnego obrazu kogoś, kto stojąc obok góry złotych monet i mając możliwość, by je brać całymi garściami i rozdawać ubogim, nie czyni tego, bo mu się nie chce ręki wyciągnąć. Więc obok niego i góry złotych monet ludzie cierpią z głodu.
W tym roku postanowiliśmy zaczerpnąć i rozdać jak najwięcej. Będzie więcej świętych i następny 1 listopad będzie jeszcze bardziej huczny w niebie.
Trzaska zapałka. Blask. To takie proste.
„Za każdym razem, kiedy dzięki twojej modlitwie i ofierze jakaś dusza może opuścić czyściec, sprawiasz mi tak wielką radość, jakbyś mnie samego wyrwała cierpieniu.” Jezus do św. Gertrudy Wielkiej z Helfta