– Jus tak nie mogłam się docekać tego cytania – wzdycha Laurka, moszcząc się wieczorem w swoim łóżeczku – samochodziku.
Łóżeczko to spadek po Nusi, której nogi wyciągnęły się jak makaron i nie mieściły się już w granicach materaca.
– Nie mogłaś się doczekać ty molu książkowy – śmieję się.
Czytamy.
Czytamy dniami i nocami, o poranku i wieczorem, przed obiadem i po, kiedy tylko czas pozwoli.
Na poręczy mego łóżka leży apetyczny stosik złożony z „Ani z Wyspy Księcia Edwarda”, „Rekolekcji z egzorcystą”, „Być jak płynąca rzeka” Coelho i ostatniego tomu Jeżycjady. Tą ostatnią pozycją nastrajamy się mentalnie z Alusią na przyjęcie „Wnuczki do orzechów” Musierowiczowej.
– Mamo, za 33 dni się ukaże! – obwieszcza mi córka najstarsza znad laptopa i wzdycha – Już nie mogę się doczekać. Ja zwariuję.
– Ale ja czytam pierwsza. – zaczynam się droczyć.
– Nie, ja! Ja to przeczytam w kilka godzin. Ty tak szybko nie przeczytasz. – czyni aroganckie uwagi uczeń, który przerósł mistrza.
– Bo ja czytam kilka książek jednocześnie. – tłumaczę.
– Jak tak można?! Trzeba się skoncentrować na jednym. – uczeń nie wychodzi z roli:)
– Kiedyś tak myślałam, ale teraz lubię mieć zaczętych kilka książek jednocześnie. Bo z książkami jest trochę jak z jedzeniem. Czasami masz ochotę na kiełbasę, czasem na dżem, na czekoladę albo na ogórki. Zależy od dnia, od nastroju. – przekonuję adwersarza.
Dobrze jest mieć kilka smaków pod ręką. I ja je mam. Na szerokiej poręczy łóżka, w jasnym krążku światła rzucanym przez lampę. Specjalnie kupioną lampę. Do czytania wieczorami.
W innym krążku światła siedzi Nusia. W swoim odrestaurowanym łóżku a’la szezlong. Blask z różowej lampki wylewa się na kartki kolejnej połykanej przez nią książki.
Nagle, w czasie wakacji złapała bakcyla. Podsunęłam jej „Karolcię” i córka średnia znikła z naszej planety. Od tamtego dnia żyje podwójnym życiem i chwilami nie wiadomo, które z żyć jest bardziej realne. Ziemskie sygnały typu: „posprzątaj pokój” czy „idź się umyj” zanikają gdzieś w drodze pomiędzy światami.
Tylko mężulek i syn skutecznie opierają się epidemii. Nie dają się wchłonąć światom wymyślonym. Rzeczywistość musi mieć ściśle określone wymiary, żadna książka nie może być jednocześnie magnesem, a czas i przestrzeń nie powinny zakręcać się w esy floresy:)
A jednak – bardzo lubią, gdy opowiadamy im, co przeczytałyśmy:)
Może zbyt ciekawie opowiadamy?
ps. przy okazji pisania tej notki zafascynowała mnie kwestia: „znikła czy zniknęła? ” Zdecydowanie Nusia znikła:) Robi to za każdym razem, gdy otwiera książkę .
