Rozmawiamy o Bogu. Przy kuchennym stole. Dla równowagi materii i ducha na stole stoi ciasto chałwowe.
– Mamo, ty dużo wiesz o Bogu? – pyta nagle Nusia.
– Nawet jeśli dużo o nim wiemy, to i tak może się okazać, że nic o Nim nie wiemy. – odpowiadam z samej głębi mego serca, tam gdzie pokłady pokory wciąż niewyczerpane płyną pogodnym strumieniem. Czuję się niesyta wiedzy i jednocześnie szczęśliwie z tą słabością pogodzona.
– Ktoś, kto wie, że mało wie, wie bardzo dużo. – nagle odzywa się obok mnie głos.
Sokrates?
Dusio.
Patrzy mi prosto w oczy swoim kasztanowym spojrzeniem.
Patrzy mi prosto w serce. Ponad kuchennym stołem okrytym różowym obrusem.
Przeszywa swą mądrością setki wieków wstecz aż do pokornego wyznania: „Wiem, że nic nie wiem”.
12-letni chłopiec o przenikliwym spojrzeniu i umyśle.
Czasem rozpiera mnie duma. I nie ma nic wspólnego z pychą.
No, chyba, że akurat na stole stoi ciasto. Pycha:)
