Kilka lat temu przeczytałam książkę „Niebo istnieje naprawdę”. Niedawno kupiliśmy film pod tym samym tytułem i obejrzeliśmy pewnego wieczora rodzinnie. Wzruszająca i poruszająca historia 4-letniego Coltona Burpo, który podczas operacji przeniósł się do nieba i ujrzał tam niezwykłe rzeczy. Wiara i wyobraźnia zostają poruszone z posad.
Laurka filmu nie oglądała z nami, bo idzie wcześniej spać, ale historię zna z naszych opowieści. Ale to w zupełności wystarczy, by niektóre obrazy na trwale wymalowały się w sercu.
I oto siedzimy sobie obie w kucki pomiędzy łanami aksamitek. Piszę łanami, bo tylko tak można oddać rzeczywistość mego ogrodu na wsi. Wszystkie odcienie pomarańczu, żółci, karmazynu i amarantu, wymieszane jak na wielkiej malarskiej palecie. Z roku na rok coraz bardziej zmutowane, szaleńczo bujne i wymykające się wszelkim schematom, nie do ogarnięcia ludzkim wzrokiem, pojmowaniem i pojęciami. Fenomen hojności i przepychu form.
Z Laurcią sobie siedzimy w to jesienne popołudnie i zagubione po czubki głów w morzu kwiatów pracujemy wytrwale, by ten stan podtrzymać przez kolejne lata. Szybkimi ruchami obrywamy przekwitłe, uschłe kwiatostany i wrzucamy do wyścielonej gazetą doniczki. Zbieramy nasiona, a w każdym z nich zaklęty jest jeszcze bardziej wymyślny kod genetyczny, ukryta barwna przyszłość. Obok nas, równie pracowicie, spędzają czas pszczoły i trzmiele. Wszystko pachnie przenikliwym, ostrym zapachem aksamitek. Słońce głaszcze wszystko ciepłą dłonią. To pewnie dlatego malutkiej nagle się przypomina…
– Jak będziemy w niebie, to poplosę Pana Boga zeby mi pozycył swojego konia, bo ja nie dam lady tam dużo chodzić. – mówi.
– I jesce poplosę go żeby było tam takie łózecko małe dla mnie i więkse dla Nusi. – przerywa, zastanawiając się przez chwilę nad trzecim życzeniem.
– I zeby tam było baldzo dużo ksiązek, bo ja lubię cytać:)
Przedmioty, miejsca, rozmowy, chwile, które już po tej stronie dają nam przedsmak nieba. Jego przepych, pokój, poczucie, że jestem tu gdzie powinnam być, że każdy najmniejszy ruch jest pełen sensu, a słowo – prawdy.
Życzę Wam dziś takiego dnia w przedsionku nieba. Bo ono istnieje naprawdę. Zaczyna się tuż u naszych stóp i ciągnie po horyzont, jeśli tylko zechcemy je zauważyć.
