prawdziwe bogactwo

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

 

Mężulek zakłada rynnę.

Kiedy ją założy – jak mi
wytłumaczył – i zrobi się cieplej, będzie mógł wstawić okno do letniska. Rynna
ma je chronić przed strugami potencjalnego deszczu.

A kiedy wstawi okno – ciągnął
dalej swój logiczny wywód – w letnisku będzie widno i będzie mógł się zabrać za
wykańczanie ścian.

Trzeba je wykończyć zanim się
zacznie podłogę, a po podłodze…

Miś może tak w nieskończoność.

Nawleka koralik po koraliku swoje
drobne marzenia. Każdy obraca w palcach wiele razy i patrzy na niego pod
słońce.

Szczęście bije mu z twarzy i
radość tryska z każdego słowa jak ze strażackiej sikawki.

 

Tryska też woda z czajnika, przy
pomocy którego wlewa ją do zamontowanej rynny. A wlewa żeby sprawdzić czy
dobrze zamontował. Kiedy struga wody z szelestem wypływa z wylotu rynny,
majster cieszy się jak dziecko.

– Powiedz, że ładnie założyłem –
prosi stojąc na szczycie drabiny oparty o zielony dach budynku.

Mówię, że ładnie, ale myśli
odbiegają mi w inne rejony.

– Jak to dziwnie jest na świecie –
szepczą – Jest człowiek jak on, który potrafi cieszyć się takim drobiazgiem jak
kawałek plastikowej rynny, a obok żyje tylu ludzi, którzy nie mają ani odrobiny
radości ze swoich wystawnych willi.

 

Laurka i Nusia tymczasem poszły w
ślady tatusia i także z powodu kawałka plastiku piszczą ze szczęścia. Znalazły
stare łopatki do piasku i przekopują nimi sporą jeszcze zaspę śnieżną. Śnieg
ląduje w wiaderku i na kurtkach dzieci. Jest mokry, ciężki i wygląda jak
pokruszony kryształ.

– Ziakopiem ciebie mamusiu –
odgraża się maluszek niosąc w moim kierunku łopatkę wypełnioną połyskliwym
kruszywem.

– Jak to dziwnie jest na świecie –
refren znów rozbrzmiewa.

Szczęście z powodu łopatki i
garstki śniegu.

 

Ja wypatrzyłam w sklepie dwa białe
gliniane pojemniki na cukier i na kawę. Angielski napis z przodu głosi, że
każdy dzień jest pierwszy w moim życiu. Wyobraziłam sobie jak miło

będzie postawić je na półce
naszego letniska, a potem zdejmować je, otwierać, chłonąć zapach kawy i
przesypywać biały cukier. Kupiłam je niesiona tym marzeniem. Dwa gliniane
pojemniki, a czuję się szczęśliwa jakbym została posiadaczką ozdobnych waz z
epoki Ming:)

– Jak to dziwnie jest na świecie.

 

I jest już marzec, więc lada dzień
kurier przywiezie głóg dwuszyjkowy i kłącza różnokolorowych liliowców.

Ach!!!

 

 

Ci, którzy mają mało, umieją
radować się drobiazgami.

Ci, którzy mają dużo, najczęściej
przestają radować się czymkolwiek.

 

Antony de Mello – mój kolejny
mistrz w „Modlitwie żaby” pisze:

 

To nie ze względu
na nasze pieniądze,

ale ze względu na
naszą zdolność radowania się,

jesteśmy bogaci
albo biedni.

A dziś – Dzień Kobiet.

Wszystkiego najlepszego dla Was wszystkich:)



/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

właściwa miara rzeczy

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4



„ Czy zdarzyło ci
się kiedy, że gdy szedłeś łąką czy lasem, owiewany przez wiatr, dostrzegłeś w
tym wietrze dotknięcie Boga.” ???

 

[x. T. Dejczer]

 

 

 

Zaczęło się.

Wraz z wiosną rozwinęły się nam
skrzydła. Zupełnie tak jak kwiatom otwierają się kielichy.

Niemal co dzień robimy krótszy lub
dłuższy wypad na działkę.

Każda wolna chwila kusi by
poszybować właśnie tam.

Znowu idę przez stary sad, na wpół
uśpiony jeszcze, na wpół odtajały, jakby przeciągający się po zimowym śnie.
Wsiąkam powoli w jego ciszę. Czuję na policzkach rozwiane włosy wiatru. Są
różowo-niebieskie. Różowe pasma są ciepłe i miękkie, niebieskie – wciąż jeszcze
przesycone mrozem.

Ziemia pod sosnami usłana jest
brązowymi wiórkami szyszek, dalej przyrudziały dywan trawy z bezładnie
poutykanymi suchymi liśćmi dębu. Jakby panna szykowała się pospiesznie na tańce
i powtykała sobie byle jak kwiaty we włosy.

Pod brzózkami słońce bawi się
cieniami.

Siadam na ławeczce, tej Dusiowej.
Wygląda jakby wtopiła się w krajobraz, jakby była tu od zawsze, wyrosła z ziemi
jak grzyb po deszczu. Jakby to miejsce pod pochylonym drzewkiem zostało
stworzone dla niej.

„Dla mnie też” – myślę i siadam,
przymykając oczy.

Moja świątynia dumania:)

 

Wiatr przestał się bawić moją
twarzą. Przeniósł się w korony brzozowego lasku. Jednostajny ledwie słyszalny
szum jak szum oceanu jest tłem dla ciszy, którą tu zawsze znajduję. Czasem ptak
załopoce skrzydłami, krzyk jastrzębia przeszyje powietrze, zaszeleści uschnięty
liść, śmiech i krzyki dzieci dolecą z podwórka. Nic jednak nie zakłóca ciszy.
Ona trwa, spływa strużkami jak woda z roztapiającego się śniegu. Wprost na dno
głowy skołatanej myślami.

 

I wszystko naraz widzisz z
zupełnie innej perspektywy.

Ważne sprawy stają na głowie i
tupią uszami jak klowni w cyrku. Rzeczy nie cierpiące zwłoki stają się błahostkami
bez większego znaczenia. Ludzkie sądy i gadanie jak gdakanie kur w kurniku,
którym wszak nikt się nie przejmuje. Przykrości i przeszkody okazują się
niegroźną stertą sosnowych igiełek rozsypanych na drodze. Baloniki aspiracji
tracą powietrze i swoje zadęcie. A ja sama, biegająca wokół własnej osoby,
staję się malutkim kryształkiem piasku na wskazującym palcu Boga.

Tutaj, w tej ciszy, wszystko wraca
do właściwych rozmiarów.

 

Cisza jest nam potrzebna.

Można długo żyć bez  niej i nie wiedzieć czego nam brakuje. Z
przyspieszonym pulsem, rozszerzonymi źrenicami, z kołataniem serca, galopem
myśli w głowie, w chaosie i szumie. Można tak żyć dosyć długo, tracąc powoli
kontakt z samym sobą i z Bogiem. Ale cisza prędzej czy później zagości w naszym
życiu i trzeba będzie stanąć przed nią jak przed kryształowym lustrem.

Ten sad moich dziadków wraz z jego
ciszą jest moim lustrem, w którym widzę siebie jaką jestem i kalejdoskopem, w
którym widzę sprawy jakimi są naprawdę. Ich banalność chwilami przyprawia o
uśmiech.

 

Czymże są wobec ciszy?

 

Czymże to jest w
obliczu wieczności?

 

– skądś znam te słowa. Nie
pamiętam skąd. Może ktoś mi je powiedział, może przeczytałam je gdzieś. Padły
na podatny grunt i wrosły w moje życie. Wystarczy w miejsce słowa „to” wstawić
sprawę , która nas trapi, spędza sen z powiek lub z powodu której się
przesadnie nakręcamy.

 

W obliczu ciszy – przedsionka
wieczności wszystko wygląda inaczej.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

czarna owca

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Niektóre słowa, nieoczekiwanie dla nas samych, przemieniają się w naszą modlitwę; mantrę, którą latami powtarza nasz umysł. Nie wiadomo dlaczego akurat te. Może dlatego, że docierają głębiej do naszej istoty niż inne – nawet najpiękniejsze słowa świata.

Tak w moim życiu jest z tym zdaniem, przypadkiem przeczytanym w jednym wierszu:


„strzeż mnie jak czarnej owcy
na zielonej hali nieba”

 

                                                    
      [ R. Kornacki]

 

lub ta sama myśl w wersji biblijnej:

 

„jestem nędzny i ubogi lecz
Pan troszczy się o mnie”


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Źródło

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Jedno z marzeń życia – Rut chciałaby ujrzeć bijące źródło.

Raz widziała w górach, dawno temu. Spod głazu nagle rozlewająca się spokojnie w małej niecce woda. Skrzy się w słońcu, z biegiem nabiera rozpędu, szeleści jakby milionem pomieszanych drobniutkich głosów.

Ale to było tak dawno, że dziś już Rut nie ma pewności ile w tym obrazie prawdy, a ile wyobraźni.


Kiedy słyszy te słowa, jej serce nie może nie drgnąć jak wyrwane ze snu.


„W tobie są
wszystkie me źródła”

 

                             Psalm 87,7b.

 

Cokolwiek jest w niej płynie z
Boga.

Jej wrażliwość, jej specyficzne postrzeganie świata, jej zaglądanie
pod podszewkę rzeczy i spraw, jej uczucia, myśli drążące korytarze w
głowie, jej bycie na zewnątrz i ukryte życie „w”. Wszystko to strumienie
pędzące z tego samego źródła. Gdyby zasypać im drogę kamieniami,  przestałyby istnieć. A gdyby źródła w ogóle
nie było, nigdy nie byłoby jej – Rut.


 

….jest milionem szeleszczących
strumieni wypływających z Niego.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

zmiana kierunku

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Człowiek, jako jedyna istota, ma
moc wewnętrzną całkowitej zmiany biegu swojego życia .

Jacek Pulikowski

Z tych słów bije tyle optymizmu, że nie mogę się oprzeć, by ich tu nie wstawić.

W każdej chwili mogę stanąć, zastanowić się, odwrócić na pięcie i wrócić.

Ja syn marnotrawny.


 

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

pełnia kolorów i nie tylko

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


– Mamo, a kto stworzył kolory? –
zaczyna jedno ze swych dochodzeń Nusia.

– Pan Bóg. – odpowiadam.

– A wiesz – dodaję, bo coś sobie
przypomniałam – Że kolorów w niebie jest dużo więcej niż tu na ziemi?

– Wiem – potakuje sześciolatka –
widziałam to w komputerze:)*

 

Pamiętacie jak opowiadałam kiedyś
o książce, w której tata pastor opisał opowieści swego synka o niebie. Dziecko
przeżyło śmierć kliniczną i zaczęło opowiadać co widziało po tamtej stronie.

– Tato – powiedział smyk – Tam są
takie kolory jakich tu nie ma na ziemi!!!

 

Wyobrażacie sobie jak mogą
wyglądać te nowe kolory? Jakie mogą mieć nazwy?

A czy znacie wszystkie kolory
ziemi? Bo jak na przykład nazywa się kolor cienia położonego na ośnieżonym polu
w słoneczne już nie-zimowe, a jeszcze nie-wiosenne popołudnie?

Czy może się nazywać upalunazit?
Czy kiedyś zobaczę barwę, którą będę chciała nazwać madanja albo alkatur?

 

Bawię się jak dziecko takimi
myślami.

 

Takie opowieści budzą we mnie
wielką tęsknotę i wprawiają w ruch słowa, które mnie zawsze bardzo poruszały w
Biblii.

 

A Duch i
Oblubienica powiedzą: Przyjdź.

Maranatha.
Przyjdź Panie Jezu.

 

Nadzieja. Tęsknota. Pragnienie.
Oczekiwanie sięgające zenitu.

 

Tym kończy się całe Pismo święte.

Tym powinno kończyć się każde
życie.

Chcę żeby moje  tak się właśnie skończyło.

 

A każdy kto
usłyszy, niech powie : Przyjdź.

 

 

* obrazy Akiane Kramarik –
dziewczynki, która też widziała niebo.

Ps.  fragmenty biblijne pisane tak jak je pamiętam, nie literalnie. Tak funkcjonują w mojej głowie:)


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

głupota serca

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Straszliwy krzyk rozdziera ciemne
zasłony nocy:

– Mamooooo!!! Ja chcię do mamy!!!!

Trwa długo, zbyt długo, by serce
matki nie rozsypywało się w proch. Ono zaczyna ten proces o wiele szybciej niż
serca innych śmiertelników.

 

Głupie matczyne serce, gotowe
zerwać się i pędzić na ratunek, gdy dziecku przyśni się zły sen, gdy strużka
krwi płynie po kolanku, gdy osa użądli, gdy pies przestraszy, gdy…

 

Głupie, najgłupsze na świecie
serce, które krwawi z zupełnie nieracjonalnych powodów: gdy główkę się myje, a
dziecko tego nie lubi, gdy bajkę trzeba wyłączyć, bo za długo, gdy kroplówkę
podłączają do małej dłoni, gdy od piersi trzeba odstawić dwulatka, gdy…

 

Szloch dziecka przeciąga się w
nieskończoność, świdruje przestrzeń, przeszywa szczelnie zamknięte drzwi, grube
mury, budzi matkę z najgłębszego snu.

 

– To jest jak śmierć – mówi rano
mężulek sam poruszony tym, co dzieje się w nocy – To oderwanie jej od ciebie
jest prawie jak śmierć. Dopiero teraz naprawdę przerywa się pępowina.

 

Alusi wystarczyło głaskanie.

Dusiowi kubek z wodą.

Nusia odstawiła się, tuląc się do
taty.

Laurka jest zupełnie inna.

Wszystkie stare metody zawiodły.
Noszenie na rękach, maskotki i trzymanie na kolanach też się nie sprawdziły.

W końcu mężulek znalazł sposób.

Wbrew pozorom banalny. Wystarczyło
po prostu przypomnieć sobie co dla córeczki jest ważne.

 

Co?…………………………………….

 

Książeczki.

 

Tata czyta jej jedną po drugiej,
przy czym słowo „czyta” jest użyte na wyrost, bo w nikłym blasku lampy i z wadą
wzroku czytać się nie da. Tatuś więc odtwarza jak katarynka znane od lat
teksty, a dla niepoznaki przewraca kartki. Potem dziewczynka bierze w rączki
jedną z książeczek i zasypia.

Jeszcze płacze w nocy, jeszcze woła
do mamy, ale z każdym dniem coraz krócej i mniej żałośnie. Jeszcze zagląda mi w
oczy jak mały psiak i pyta z nadzieją: Daś cici? I tyle żalu jest w tych
oczkach, gdy mówię, że nie.

 

Głupie, najgłupsze serce nie
wiadomo dlaczego stoi wtedy w gardle.

 Jakbyśmy się rozstawały, jakby zamknęły się za
nami jakieś drzwi, przeminęła cała era.

 

Długi , trudny, bardzo
wielkopostny tydzień.

 

 

A my znowu zostaliśmy nauczeni, że
choć nasze dzieci są podobne, każde z nich to inny świat i innego klucza
potrzeba, by  wchodzić w jego podwoje.

 

 

 

Pan Bóg jest bardzo bogaty i robi różne rzeczy na różne sposoby i
do każdego podchodzi inaczej. Ma jakieś sześć miliardów sposobów podejścia do
człowieka.

 

[ o. Joachim Badeni OP]

 

A nade
mną roztkliwia się jakbym była jedna jedyna.


   Bóg o sercu matki.

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Bezszelestny

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Twoja droga
wiodła przez wody,

Twoja ścieżka
przez wody rozległe

I nie znać było
Twych śladów.

                              Psalm 77,20.

 

Czy spostrzegliście już, że często
Bóg zakrada się do nas. Bezszelestnie, nie zostawiając żadnych śladów i to w
sytuacji, gdy wydaje się nam, że jesteśmy na otwartym wzburzonym morzu i że
znikąd nie możemy spodziewać się ratunku.

Wtedy zdarza się jakiś drobiazg,
coś co często nazywamy przypadkiem i ukazuje się droga ewakuacyjna, ścieżka
ocalenia.

Nie, nie wiemy wtedy jeszcze, że
to Bóg. To odkryjemy po wielu latach, a może nigdy TUTAJ. TAM dopiero stanie
się to jasne jak słońce.

Tymczasem mówimy: zbieg
okoliczności, przypadek,  łut szczęścia.

 

„Przypadek to Bóg przechadzający
się in cognito” – mawiał Einstein.

 

Bóg jest blisko.

Zawsze.

Ale jest za bardzo dżentelmenem,
by afiszować się ze swoją pomocą.

Zaciera ślady.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}