pamięć miejsc

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Ala należy do drużyny harcerskiej.

Byliśmy na pikniku rodzinnym harcerzy. A gdy zastępy
rozeszły się w las na bieg patrolowy, gdzie trzeba było ognisko rozpalić,
herbatę z czegoś znalezionego w głuszy ugotować, nosze sklecić i rannego nieść,
strzelać z wiatrówki do celu…A gdy one poszły, ja z Laurcią- zbyt małym skautem
– zostałyśmy przy harcówce.

 

Laurcia postanowiła podążyć za tata i rodzeństwem w kierunku
lasu, a ja za nią.

I tak , pomiędzy polami, pod dachem ze śpiewu skowronków, natknęłyśmy
się na przerośnięte zielenią stare ludzkie siedlisko.

Płot starał się trzymać fason i choć sztachety dawno pogubił,
niziutka bramka była zamknięta.

– Dokładnie tak, jak ją zostawił ostatni właściciel, gdy
odchodził .– pomyślałam.

Gdzie, kiedy i jak odszedł?

 

Patrzę w głąb podwórka. Na środku jakieś wysokie drzewo,
dalej budynek-  obora lub stajnia. Domu
brak. Ale gdy się uważniej przyjrzeć, wszystko pasuje jak w układance. Gdzie
dom był – puste miejsce okolone krzakami bzu, na bez wspina się cierpliwie
winorośl. A tutaj – wśród traw- znać jeszcze, gdzie pod oknem pysznił się
wiejski ogródek. Kwitną nieśmiertelne goździki brodate, liście konwalii
majowych sterczą dumnie pośród chwastów, tu i tam rozrzucone serduszka zielone
fiołków.

Wystarczy, że się zatrzymam, popatrzę, zasłucham i nagle
miejsce ożywa.

 

Ktoś  kiedyś ręką
swoją troskliwą zasadził drzewa, posiał kwiaty, w fartuchu może od sąsiadki
sadzonki przyniósł. Ktoś o to dbał, pielił, podśpiewywał przy pracy. Ktoś przez
okno wyglądał i radował serce kwiatami. Ktoś ciał gałązki bzowe i pachnące w
gliniane garnki ustawiał.  Ktoś płot
postawił, napracował się, wierzchem dłoni pot z czoła starł. Ktoś winogron
posadził starodawny, słodko-cierpki jak życie. Ktoś tą furtka na drogę
wychodził, szedł w las jagód na „parowańce” uzbierać. Dzieci w kałużach
brodziły. Pachniał pieczony chleb.

 

Ktoś był i kogoś nie ma.

 

Ziemia , drzewa, kwiaty, deski w płocie wykrzykują jego imię,
ale nikt nie rozumie głosu rzeczy martwych.

 

I pląsa mi po głowie tekst z Psalmu, że… dni człowieka są jak
trawa, kwitnie jak
kwiat na polu, lecz wystarczy tchnienie wiatru i go nie ma,
a miejsce, gdzie był już go nie pamięta.

 

Lecz miejsca mają dar długiej pamięci.

Wystarczy, że trafi się przypadkowy przechodzień, dość uważny by słuchać.
Miejsce będzie opowiadać o człowieku, który je pokochał. Będzie świadkiem
wierniejszym niż ludzie.

 

Co kiedyś moje miejsca będą śpiewać o mnie?


O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *