tekst Casanovy

Siedzimy na patio.

Piję kawę z maciupkiej filiżaneczki. Laucia stoi obok ogrodowej ławy i pije napój Trzy limonki swoją ulubioną metodą. Bełta w szklaneczce łyżeczką, a potem ją oblizuje. Szklaneczka brzęczy rozpaczliwie jak dzwonek owieczki zagubionej na hali.
Ala rysuje klasy na betonie, a Nusia doprowadza do perfekcji swój nowy talent mistrza kolarskiego.
Nagle zatrzymuje się przed tarasikiem i pyta:
– Mamo? A czy tata do tej dziewczyny, która chodziła do ósmej klasy mówił tak:
„ Blondyneczko…Chodź gwiazdeczko” ??? – ostatnią frazę wygłasza  tonem wytrawnego salonowego podrywacza.

(Na marginesie powinnam wyjaśnić, że dzień wcześniej dzieciaki wzięły mężulka na spytki o jego dawne młodzieńcze miłości. I dowiedziały się po pierwsze o dziewczynce z zerówki, które „była taka sobie, ale za to miała piękne kredki” oraz o Wioletce, która była starsza o rok, chodziła do ósmej klasy i miała blond włosy. Temat blondynek znalazł szybko i naturalnie kontynuację w kawałach o blondynkach, którymi ostatnio fascynuje się Dusio. I na tym spytki się skończyły, choć ja wiem skądinąd, że na tym miłosne perypetie mego lubego się nie zakończyły
Powinnam to napisać na marginesie, ale jako, że margines cienki, piszę tutaj:)

Wracajmy więc do pytanka Nusi.
– Mówił tak do niej? – dopytuje.
Roześmiałam się.
– Jak znam tatusia to na pewno tak właśnie mówił – zaczęłam nieco powątpiewającym tonem. Bo – choć mężulek jest kochany, czuły i cudowny, najlepszy egzemplarz swego gatunku– to przemowa w tym stylu przez usta by mu nie przeszła:)

-Ale idź sama go zapytaj – podpuszczam.

Nusia więc porzuca czerwony rower. Przy czym słowo „porzuca” jest tu jak najbardziej adekwatne. Zawsze porzuca dokładnie tam, gdzie się zatrzyma:)
Rower kręci bezradnie kółkiem w powietrzu, a zaaferowana Nusia kieruje swe kroczki ku warsztatowi tatusia, gdzie ten montuje łóżeczko.
Człapanie sandałków oddala się. Następuje krótka, ale jakże bogata w znaczenia cisza, by za chwilę…
             

Ha-ha-ha-ha!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

…eksplozja śmiechu rozdarła powietrze.


Blondyneczko…Chodź gwiazdeczko:)


 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *