Jeden z konkursów szkolnych z okazji Dnia Dziecka.
Jury zadaje po jednym pytaniu każdemu z uczestników.
– Kim chciałbym być w przyszłości? – szybuje pytanie ku dziesięciolatkowi.
Sekunda zastanowienia i:
– Chciałbym odziedziczyć firmę po rodzicach. – odpowiada.
Śmiech na sali.
Już od wczesnego dzieciństwa mylimy „być” z „mieć” i defekt ten często zostaje nam na zawsze.
Coraz bardziej mnie niepokoi to co słyszę w radiu i TV. Porady, sugestie na przyszłość, zalecenia dla młodych ludzi, których treść można by streścić tak:
„ Nie jest istotne jakie masz talenty, co jest twoją pasją, nie ważne jest to kim chciałbyś być, pomyśl raczej jaki wybrać zawód i przyszłą ścieżkę kariery tak, by mieć.”
Nie ma zapotrzebowania na humanistów, wszyscy idźcie na politechniki! Nie potrzebujemy psychologów ani pedagogów, piękno- i lekkoduchów, raczej matematyków, fizyków jądrowych, programistów. Tylko w ten sposób wy będziecie mieć pracę, sukces, pieniądze, a my wyższe PKB.
A Wasze pasje i zamiłowania?
Cóż, może starczy wam czasu na hobby.
Jak mantrę wielu rodziców powtarza to swoim dzieciom. Od małego usiłują wrzucić je w rwący prąd złotodajnej rzeki. Bo nie liczy się nic więcej. Nic więcej niż mieć. Drogowskaz naczelny.
Dlatego wielu wypala się przed czterdziestką. Mają wiele, ale nigdy nie byli, kim być powinni.
Kim chciałbyś być w przyszłości? – zapytano chłopca.
Kim chciałeś być w przeszłości? – odbija się echem w głowie.
Czasami trzeba to sobie przypomnieć.
Może kiedyś znajdziemy odwagę, by zdmuchnąć kurz ze starych map i powędrować drogą, która zawsze nas wołała.
Tą jedyną, na której naprawdę będziemy.
