Karmienie to kolejna tajemnica kobiety! To rodzaj eucharystii – karmienie drugiego sobą. Bóg karmi całym swoim Ciałem, a kobieta czymś z siebie, czymś, co powstaje w niej przez jedność z ojcem.
(o. Joachim Badeni OP, Kobieta boska tajemnica.)
A ja myślałam, że jestem jakaś dziwna, bo tak się rozsmakowałam w tych chwilach, gdy małe dziecko tuli się do mojej piersi i ufnie/ figlarnie patrzy mi w oczy. Że to jakiś nienormalny masochizm, bo wiele kobiet wokół mówi, że to jest uciążliwe i niewygodne, że dziecko wtedy częściej chce jeść niż po butelce, że budzi w nocy, że biust się zniekształca itd. itp.
Argumentów jest mnóstwo.
Wiele słusznych nawet. Logicznych. Rozumiem. Czasem obudzona po raz n-ty w nocy rozumiem az nazbyt dobrze.
Ale wciąż karmię, upieram się przy tym niezrozumiałym uporem, przeciągam jak uda się najdłużej, bo gdzieś podświadomie tego pragnę i mimo wszelkich niedogodności widzę, jakie to ważne.
Więc Laurcia ciągle jest ssakiem, a ja matką karmiącą, która słup spojrzenia swego zamyka na małym przewieszonym przez ramię ciałku. Po kilkanaście razy dziennie. Nie licząc nocy.
Karmienie drugiego sobą, rozdawanie siebie za darmo.
Mimo wszystko.
Na przekór wszystkiemu.
Kosztem siebie.
Wbrew logice. Zdrowemu rozsądkowi.
Bez zapłaty. Nie dla „dziękuję”.
Tylko dlatego, że chcesz być z kimś, dla kogoś, blisko.
Są chwile, gdy prawie Go rozumiem.
