Dyżur.
Chodzę po szkolnym korytarzu.
Huk, hałas, piski nieziemskie, tupot dziesiątek nóg.
Przyzwyczajonam.
Słuch przytępiony, nerwy jak ze stali.
Raz po raz kogoś reprymenduję, zziajanych karnie sadzam na ławce w celu ostygnięcia…Oglądam sobie w międzyczasie i delektuję się sztuką porozwieszaną w formie plakatów małych i większych a to na ścianach, a to na szybach, a to na drzwiach. Dzień ziemi był niedawno, więc tematyka ściśle określona. Ekologiczna. Z każdego obrazka wyłania się okrąg ziemi w różnych fazach dewastacji poczynionej ręką ludzką.
Nagle jeden rysunek na dłużej przykuwa moją uwagę konesera sztuki.
Kartka A3 podzielona na dwie części. Na jednej z nich glob ziemski próchnieje pięcioma czarnymi planetami i równie czarnymi dwoma wysepkami. Podpis nie pozostawia złudzeń. „Przed zadbaniem ziemi” – głosi 🙂
Ale zamysłem autora było dać ludzkości promyk nadziei, bo oto druga część obrazka optymistycznie lśni pięcioma zielonymi planetami. „Po zadbaniu ziemi” – dodał autor co by nie było wątpliwości nijakich.
A jednak…
Coś mi nie daje spokoju.
Patrzę. Myślę. Odchodzę. I znów wracam stukając obcasami.
W końcu liczę.
I nagle olśniło mnie.
Gdzie są te dwie wysepki?
Po zadbaniu ziemi zniknęły bezpowrotnie:)
**********
Oby autor nie był wieszczem i nie okazało się kiedyś, że nasze – skrajne czasem – poczynania ekologiczne wyrządziły więcej szkody niż pożytku.
