Laucia wypowiada się głównie w swoim własnym języku.
Języku, jakiego reszta świata nie zna.
Biegle, bez zająknięcia, z odpowiednimi pauzami interpunkcyjnymi i nienagannym akcentem. Brzmi to jak jakaś staromowa elfów. Są tam zdania pytające i wykrzyknikowe, wątpiące, ironiczne, rubaszne, a nawet filozoficznie zawieszone w próżni na wzór Hamletowego: „ to be or not to be…”.
Czasem to nawet przypomina umiłowaną polszczyznę.
A czasem nie.
Tak czy owak domorosły Jan Miodek czuwa nad „nie kalaniem” języka ojczystego.
– A- kun- de phinde e błi – paple małe elfiątko.
– Mamo !!! – odzywa się surowo cenzor Nusia – ona powiedziała : « ej kurde »
🙂 🙂 🙂
Ludzie nigdy nie rozumieli elfów.
Dlatego odeszły do Avalonu.
