Kiedy niebo błękitne, myśli błękitnieją.
Płyną dobre myśli niespiesznie jak białe obłoki. Popycha je delikatny podmuch przebudzonych marzeń, tęsknot. A wydawało się, że niektóre umarły już na zawsze, że nigdy się nie odezwą, nie zakwilą w sercu. I wystarczył jeden promień słońca, by zapukały znów w drzwi życia, by zaczęły szarpać za poły snów, szeptać nieustannie:
A może…A gdyby tak…Może się uda…Wszystko jest możliwe…Spróbuj…
Ten sam promień słońca zauważyła Laurka na podłodze pokoju. Ścielił się jak jasna smuga, jak droga jakaś, więc nóżką go przydepnęła i zaczęła iść po nim.
Tyle magii jest w życiu.
Wraz z pierwszym oddechem wiosny, sezon na działce rozpoczęty. Znów gnam małym czerwonym autkiem wiejską zakurzoną szosą, nagie zalotnice brzozy zaglądają mi przez szyby wdzięcząc się na wietrze, strojąc w szale ze słonecznego światła.
Tyle magii…
W sadzie cicho, ciepło, ptak jakiś śpiewa spełniającą się tęsknotą. Suche fale traw wyczesane zimowymi wiatrami wyglądają jak niezmierzony zastygły ocean. Pachnie, głaszcze po twarzy, w oczy zagląda piękno nienazwane.
Czy poza tym sadem jest świat jakiś?
Nie ma.
Tutaj przestaje wszystko boleć. Nie ma znaczenia, że ktoś tam niegodziwy błotem obrzucił…że część życia na wodzie pisane patykiem…że huśtawka codzienności o mdłości przyprawia.
Tutaj jest tylko TU i TERAZ. Żadnych innych wymiarów czasoprzestrzeni. Może dlatego tutaj najlepiej Cię słyszę, czuję każdym ścięgnem.
– Chciałabym…zawsze chciałam tu dom postawić. Tu mieszkać – mówię mężowi.
Uśmiecha się. Wie.
A może… A gdyby tak…Może się uda…Wszystko jest możliwe…Spróbuj…– szepczą białe obłoki w głowie i nad nią.
Tyle magii…
