Wszystko jak w starym kinie.
Czarno-biały obraz.
Najprostsze z możliwych środki wyrazu.
Na białym tle rozesłanych przestrzeni każdy szczegół zachwyca.
Rude zmierzwione wichrami grzywy traw na miedzach.
Drzewa o ciałach gibkich jak w zalotnym hiszpańskim tańcu.
Złamana gałąź jak najbardziej patetyczny poemat o cierpieniu niezawinionym, pięknym, głębokim.
Rzeki, stawy, jeziora – na wpół zakuci w zbroje błękitni rycerze.
Runiczne znaki łapek, stóp, kopyt, drobnych ptasich pazurków wypisane na pustej karcie pola.
Niemy czarno-biały film przesuwa się za szybami naszego auta, gdy wracamy.
Nominacja do Oskara
za nie nachalne, nieoczywiste piękno,
za bogactwo treści przy prostocie formy,
za dbałość o szczegóły,
za „nie-przegadanie”.
Patrzę tylko.
Nic nie mówię. Nic nie myślę.
Czasem tylko zbłąkane słowo "dziękuję" na chwilę zakołuje w głowie.
Przypomina mi się kiedyś przeczytana historia o staruszku, który siedział całymi godzinami wpatrując się w Najświętszy Sakrament. Podszedł do niego zaciekawiony ksiądz i spytał: „Jak się modlisz, że trwasz tak długo?”.
– Ja patrzę na Niego, a On na mnie. – odpowiedział starzec
– To wszystko?
– To wszystko.
Modlitwa to myśleć o Bogu z miłością.
Patrzeć i pozwolić wdzięczności zalać serce.
To wszystko.
Nie trzeba ani jednego słowa.
Oboje wiemy, że to nie jest tylko "suchy badyl na śniegu" 🙂
