tygrys bengalski

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Znowu znalazłam się w szpitalu.

Tylko na jeden dzień. Tylko
wycinki do diagnostyki, ale kłamałabym gdybym napisała, że się nie boję. Ale
kiedy się boisz, bo ci się łódka chwieje pod nogami i nie ma pewności jaki
będzie efekt tego tańca na falach,
najlepiej dla ciebie jeśli spotkasz kogoś, kto boi się
jeszcze bardziej.

Kobieta na łóżku obok boi się panicznie. Ma torbiel na
jajniku, czeka na operację i mówi, że przepłakała cały dzień. Więc odkładam
mojego małego stracha na bok i zaczynam z nią rozmawiać. Na początku o jej
wielkookim strachu żeby go nieco oswoić, a potem o wszystkim innym byle myśli
nie krążyły natrętnie jak muchy wokół szpitala, operacji, bólu.

Opowiadamy na
zmianę o ludziach, których znamy. Pracujemy w tej samej szkole, więc gdy jedna
zacznie jakąś opowieść, druga z łatwością ozdabia ją nowymi szczegółami, dodaje
zaskakujące puenty. Co i rusz ocieramy się o życiowe mądrości. Ona na oko ma
około sześćdziesiątki, ja prawie 40 lat, ona niska, ja wysoka, ona jest babcią,
ja matką niemowlęcia, ona sprzątaczką, ja nauczycielką. Tak się różnimy, a
jednocześnie nasze światy są tak spójne, tyle identycznych myśli nosimy w
głowie. Rozmowa wyraźnie jej pomaga, uspokaja ją nieco. Mój niepokój o imieniu
„Co Będzie Jeśli Się Okaże” rozwiewa się jak poranna mgła. Tryskam humorem,
energią, odnawiam stare szpitalne znajomości z personelem. Nikt mnie tu nie
zapomniał i wszyscy traktują mnie nieco inaczej niż inne pacjentki. Stara "wyjadaczka" szpitalna Rut:)

W międzyczasie czytam książkę Yann Martela „Życie Pi”. Już
tak dawno nie miałam okazji, by usiąść i poczytać coś dla przyjemności. A
książka jest wspaniała. Zaczęłam ją już dawno temu, jeszcze w czasie wakacji. Potem przeleżała na parapecie wiele intensywnych tygodni aż do tego szpitalnego
dnia, gdy wirująca karuzela nagle się zatrzymała w miejscu. Czytam ją dalej i
dochodzę do wniosku, że tak miało być, że musiała poczekać ta książka, bo jest
właśnie na ten czas.

Opowiada o autentycznej historii 16-letniego chłopca Pi,
który w katastrofie morskiej traci całą rodzinę i zostaje w szalupie sam na
środku oceanu. Przynajmniej tak mu się wydaje na początku. Że jest sam. Potem odkrywa, że w
tej samej szalupie jest dziki tygrys bengalski. Przerażenie, odrętwienie, chęć
ucieczki, rezygnacja, tysiące nierealnych pomysłów jak pokonać bestię –  Pi przechodzi przez wszystkie te etapy nim
odkryje jakie jest jedyny sposób na przeżycie. Ale o tym doczytajcie sobie
sami.

Ja tylko napiszę, że metafory do mojego "dziś" nasuwają mi się
same.

Mój lęk przed rakiem jest moim bengalskim tygrysem, muszę go przyjąć, żyć
z nim i nie dać mu się zjeść przez najbliższe trzy tygodnie. Od dawna czułam, że siedzi w mojej szalupie ukryty pod brezentem. Od czasu śmierci taty oddech
tygrysa mam na karku. Stale. Dzień i noc. Kiedy ktoś ci bliski umrze w tak straszny sposób
,zarysowuje to twoją psychikę na zawsze. Strach o najbliższych i o siebie będzie
ci mruczał do ucha najczarniejsze scenariusze.

 Cztery lata temu zrobiłam
cytologię i okazało się, że konieczna jest operacja. Tygrys wyjrzał spod
brezentu, ale poszłam na operację i zagoniłam dzikiego kota znów do schowka na
dnie łodzi. Może – gdybym wtedy poddała się lękowi – dziś nie pisałabym tych
słów, nie byłoby ani mnie, ani Laurki.

Teraz znów dzieje się coś niepokojącego.

– To pewnie jakieś zrosty. Najprawdopodobniej zmiany są łagodne, ale musimy się upewnić – mówi lekarz.

Tygrys wystawia pazury, próbuje mnie straszyć swymi pomrukami.

Ale ja się nie
dam. On musi wiedzieć, że nie sparaliżuje mnie swoim wzrokiem, nie obezwładni.
Zrobię wszystko, by rozwiać wątpliwości, którymi się żywi strach i znów wygram.

Piszę dziś tę notkę tylko z jednego powodu. Żeby żadna z was ( bo głównie
czytają mnie kobiety) nigdy nie poddała się presji strachu i zrobiła wszystko,
by go zagonić w kozi róg. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, jeśli wasze
ciało was niepokoi, idźcie do lekarza, zróbcie badania, zgadzajcie się na
operacje i zabiegi. Nie pozwólcie, by tygrys podszedł zbyt blisko. Nie dajcie
mu się omotać, bo on atakuje wówczas, kiedy jesteśmy zrezygnowani i bezczynni.

Pi był czujny i mu na to nie pozwolił.

Ja jestem czujna i mu na to nie pozwolę.

Wy też nie pozwólcie panoszyć się tygrysowi w swojej
szalupie

 

…bo „strach to jedyny, prawdziwy przeciwnik życia”.



O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *