Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
Życie kipi, przelewa się, bulgocze jak aromatyczna
potrawa w garnku.
Świętowaliśmy Alusiowe urodziny – pierwsze
nastoletnie, potem Dzień Matki – pierwszy poczwórny, a wszystko to zanurzone w
słodko-kwaśnym sosie przygotowań do ślubu Amelii.
– Och, gdybym wiedziała, wzięłabym cichy ślub
– wzdycha panna młoda udręczona obrusami, poszukiwaniem sosjerek, rwaniem
koperku, zakupami, fryzjerem i wodną awarią.
A to tylko małe przyjęcie dla najbliższej
rodziny, a to dopiero odcumowanie statku w porcie.
Patrzę na nią, rok młodszą ode mnie z
zadziwieniem , niedowierzaniem.
Ona dopiero z doku wypływa, a za mną już
węzły szlaków morskich, a za mną już morza radości i oceany niepokoju, za mną
już burze i sztormy i dni bezwietrzne ze zwiędłymi płatkami żagli i śpiew
wielorybów i wyspy pełne skarbów, które odkryłam, za mną tysiące srebrnych
nieugłaskanych grzbietów fal, złote piaski plaż…
O tym wszystkim myślę wplątana w ślubne
przygotowania siostry, o tym dumam pomagając Dusiowi przygotować pracę na
konkurs. I czy to zbieg okoliczności, że temat brzmi: „O czym szumi morze?”
O czym szumisz moje morze?
Patrzę jak Amelia wsuwa złotą obrączkę na
palec męża i wydaje mi się jakby to było tysiące mil morskich ode mnie, setki
lat świetlnych wstecz. Jakbym życie przeżyła do końca i patrzyła z jego kresu
na początek.
A to przecież jeszcze nie kres.
Jeszcze tafla niezmierzona błękitna łączy się
cienką linią horyzontu z niebem. Jeszcze tyle razy mnie morze zadziwisz,
jeszcze tyle nie odkrytych lądów, nie zdeptanych piasków, szant wygrywanych
przez wiatry, jeszcze twarz nie zaorana do końca słoną bryzą, włosy nie
spłowiały w słońcu, jeszcze dziecko małe kwili.
Ale wstecz też to samo. Tafla niezmierzona
błękitna łączy się cienką linią horyzontu z niebem.
Gdzie jestem?
Jestem na samym środku oceanu.
Zrozumiałam to patrząc na Amelię w białej
sukni z jedną herbaciana różą w dłoni, z jednym rozmarzonym uśmiechem na
ustach.
– Obyście byli tak szczęśliwi jak my – tylko
tego im życzyliśmy, gdy podnosili kotwicę.
Lepszych życzeń nie znamy.
