to i owo

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

 

Nusia wpada jak piorun do kuchni, gdzie mama
ucina sobie kolacyjkę z pokomunijnych resztek

– Gdzie są Luci rzeczy do…do… pierzenia? –
zgłasza interpelację pociecha, u której rąk dyndają zdjęte rajstopki, a na nich
ekstrawagancko udrapowane majteczki.

– W pralce. – udziela szybkiej odpowiedzi
mama.

Zaświeciła różowa dupinka na progu, zatupały
przykurzone pięty.

Przykurzone, bo byliśmy dziś na działce. Po
kilku dniach zimnych, wietrznie porywistych, napadowo-deszczowych,
zaganiano-komunijnych postanowiliśmy wyprawić się do naszego majątku.

Przede wszystkim po to, by drzewko komunijne
Dusia posadzić. Miała być magnolia nigra, ale była tylko jasna. Miał być
migdałek, ale nie było. Wzrok Dusia przykuło zaś inne drzewko. Gładził ręką
zielone miękkie futerko, przeciągał po gałązkach, aż w końcu zapytał:

– A to jak się nazywa?

– Modrzew – odparł tato – podoba ci się?

Podobał.

I oto jedzie z nami na działkę, rozparł się w
samochodzie, jedną włochatą gałązkę Luci wtyka pod paszkę, czubkiem zawadiacko
o sufit szoruje. Wie, że jest drzewkiem nie byle jakim, więc się szarogęsi.

A na działce po wielkich deszczach i małych
deszczułkach wszystko nie do poznania wybujało. Rut niedawno tak pięknie
wypieliła, a tu chwast jak las znowu. Nie ma rady – uzbraja dłonie w rękawice i
znów próbuje się rozdwoić. Jedną ręka wózek tacza, drugą –  perz, pokrzywy, mlecze wyrywa. „Złe ziele
szybko rośnie” – mawiają tu ludzie i rację mają. Czemuż to kwiaty chwastu nie
zagłuszą, a zawsze odwrotnie?

W sercu podobnie – na dobro tak chuchać
trzeba żeby rosło, a zło samo kiełkuje i bez wysiłku rozrasta w krzaki.

Rękawiczki dobre są, ale za krótkie. Rut ręce
poparzyła pokrzywą aż po łokcie. Gdyby była małą dziewczynką to by płakała, ale
jest dorosła i odkryła, że to dziwne uczucie pulsowania poparzonych rąk  nie jest wcale takie nieprzyjemne. Zresztą,
może już dawno to odkryła. Gdy miała kilkanaście lat i skarżyła się na ból nóg,
mama odwołała się do mądrości ludowej i wyparzyła nogi córki wiechciem pokrzyw.
Nogi były jednym wielkim bąblem, ale Rut nie płakała, syczała tylko i
wsłuchiwała się strumienie chłodu i gorąca przepływające w poparzonym ciele.
Może już wtedy  powoli docierało do niej
zrozumienie, że ból jest częścią życia i że niemądrym jest w panice przed nim
uciekać. Ta świadomość pomogła bardzo przy jednym porodzie, drugim, trzecim,
czwartym. Wtedy nie wiesz nawet jak się nazywasz, ale wiesz, że ból jest nieunikniony,
więc próby ucieczki to strata cennego czasu, czasu, w którym możesz dać komuś
życie. Może to jest największa lekcja, jaką daje macierzyństwo.

 

Modrzew już posadzony przegarnia wiatr
zielonymi palcami. Miś podlał go raz, a potem Rut po raz drugi. Rośnij, rośnij
modrzewiu naszego syna.

A za kilka lat posadzimy drzewko dla Nusi,
potem dla Laurki.

– Wiesz, że gdy Laurka będzie szła do
Komunii, Dusio będzie miał już 18 lat? – mówi Rut do męża.

 
trudno to sobie wyobrazić.

Ale póki co Laucia śpi spokojnie w wózeczku,
a brat pędzi jak szalony na swoim rowerze, Miś mierzy budynek na działce, Nusia
biega dookoła, a Rut patrzy na stary sad, w którym bawiła się jako dziecko
łapiąc koniki polne.

Jutro wraca Ala. Tęsknimy już za nią.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *