ogród fresków


Życie jest przebogate.

Usiłuję zatrzymać choć miligram z tego co się dzieje, upleść kobierzec słów, zamknąć w puzderkach pamięci, ale na koniec zawsze muszę się pogodzić ze swą bezsilnością.

Pudełek zbyt mało by ukryć wszystkie skarby, komputer co i rusz wyświetla wiadomość „ za mało miejsca na dysku”, słowa zbyt oklepane, zbyt zwyczajne by osnuć na nich przędzę cudu.


Jak opisać bogactwo codzienności?

Patrzę, słucham, chłonę, składam myśli, biorę długopis, zeszyt z jeżykiem, siadam przy klawiaturze i po pierwszych słowach zastygam. A potem … odkładam długopis i zeszyt, odchodzę od biurka.


Gdybym mówił językami ludzi i aniołów…


Nie umiem napisać nic więcej niż : „życie jest przebogate”.

Jak freski w Kaplicy Sykstyńskiej.

Ile trzeba by czasu, by opisać to wszystko co w nich zawarte; kolory, fakturę, postaci, detale, symbolikę, grę światła smużącego z okien, lot myśli krążących pod stropem, uczucia jakie wzbudza pełne wysiłku i lekkości dotknięcie palcem dłoni Adama, by żył…



A to tylko ogród fresków ludzką ręką wymalowany na ścianach. Tylko życia odbicie.


Gdybym mówił językami…


Laurka ma oczy jak migdały. Najlepiej to widać, gdy patrzysz od góry. Rzeczy widziane z innej perspektywy niż przyzwyczajenie zyskują na niezwykłości. Podobnie ludzie.

Mrużą się oczka, gdy stajemy obie przy drzwiach balkonowych. Oglądamy niezwykłe zjawisko – donicę pełną różnokolorowych bratków. Wyglądają jak strzępek oddarty od tęczy.

A to Miś je kupił na targu, Rut posadziła.

– Zapamiętaj synu – mówił mężulek – kobietom wystarczy kupić troszkę kwiatków, by miały taką minę.

Na stole kuchennym płonie bukiet żonkili. Tych spod płotka. Daleko nie uciekły. Usidliliśmy je, zatrzymaliśmy ich świeży urok w szklanym wazonie. Na obrusie haftowanym w mlecze i dmuchawce szklana kuleczka leży. Słońce gra nią w kolory. Żonkile zaglądają nam w talerze i kubki pełne bursztynowej herbaty.

Zaraz przy stole stoi łóżeczko Laurki. Bobasek bawi się gołymi stópkami, chwyta je w locie, ciągnie do buzi. Rozgłośne cmokanie przeplata się z radosnym piskiem, mruczeniem i kombinowanymi ariami operowymi. Ma głosik diwy ten nasz dzidziuś. Chociaż czasem…

– Zamknijcie okno – mówi Rut – bo ludzie pomyślą, że tu przemoc w rodzinie się dokonuje.

Wszak nie każdy jest melomanem:)


Palce zamierają na czarnej klawiaturze.

I co teraz?

Gdybym mówił językami, gdybym miał wszystkie barwy świata, gdybym znał wszystkie jego tony…

Ile razy artysto twoja ręka osunęła się świadoma, że nie ujmie wszystkiego we fresk?

Ile razy zszedłeś z wysokiego rusztowania z decyzją, że nie wrócisz?

I wracałeś.


Dudnią schody jak bębny tubylców, skrzypią podłogowe deski przeciągłym jękiem, ściany odbijają echo nawoływań: „Dusio, gdzie jesteś?!!! Mamo, nie przebiegała tędy Nusia?!!! Nie wolno na dole!!! Już się nie bawię!!!”

Rodzeństwo bawi się w chowanego. Znaleźć kogoś w tak ogromnym domu to jak szukać igły w stogu siana. Co za frajda zaszyć się pod stolikiem u babci, za grubą zasłoną, czy w szafie i udawać, że cię nie ma. A gdy się znudzi? Jest jeszcze guma. Od babci wyprosili kawałek, mama związała. Gra stara jak świat, która znów święci tryumfy na szkolnych korytarzach. I to nie tylko wśród towarzystwa z warkoczykami i kokardkami we włosach.

– Grałeś jak byłeś mały w gumę? – pyta Rut mężulka

– Fuj – odpowiada zgorszony

– A teraz wszyscy chłopcy grają – opowiadają na wyścigi dzieci – Każdy ma swoja gumę. Dziewczynki i chłopcy.

– Fuj – nie zmienia zdania staroświecki tatuś.


„Okruszki ze stołu” – szepcze myśl – „To tylko okruszki Rut”

Wiem. Nie wyzbieram wszystkich. Kartek za mało w zeszycie, bajtów w komputerze, tuszu w długopisie, chwil wolnych za mało.

Po raz kolejny odchodzę.

I wracam.


Kiedy odmawiamy koronkę do miłosierdzia za oknem dwie smugi światła przebijają szare sklepienie. Trzepot skrzydeł siwych i na nagim jeszcze drzewie lekko siada gołąb. Laurka patrzy dziwnym wzrokiem po twarzach monotonnie coś recytujących.

– Co się dzieje? Co wy robicie? – grucha do wtóru z gołębiem.

Wszystkie buzie śmieją się w odpowiedzi na jej pytanie.

Dwa paluszki wędrują do buzi. Może tym razem natkną się na trop ząbków.

Rut wyraźnie już je czuje w czasie karmienia.

– Au!!! niunia mnie gryzie!!! – płacze mamusia, a córeczka przerywa niecny proceder, spogląda kącikami oczu i się śmieje.


Dlaczego nie istnieje słowo na określenie tego czegoś co pomiędzy spojrzeniem a uśmiechem się tli? Dlaczego nie ma nazwy kolor jej oczu?


Gdybym znał wszystkie języki świata, gdybym był biegły w każdej mowie…Może moje dzieci, kiedyś.


Ala pisze opowiadania o żubrze i wiewiórce Basi. Szybko, sprawnie, z polotem niespotykanym u dzieci w jej wieku. Siedzi w łóżku do późnej nocy i drobniutkim pismem pokrywa kolejne kartki brulionu. Nieobecna, podekscytowana, z płonącymi policzkami.

Ja w jej wieku tez pisałam książki, bajki, ale jej talent stokroć przewyższy mój. Już to widać. Krople złotego jantaru spływają po palcach wprost na białe kartki.

Może ona pozna słowa, których ja nie znam, może ona znajdzie barwy dla mnie niewidzialne, może ona zapełni freskami przestrzenie dotąd puste.


Tymczasem budują na działce płotek z patyków dokoła swego domku na drzewie. Splatają go pracowicie z leszczynowych witek i wzmacniają skrawkami sznurka. Dusio jak zawsze jest sprężyną poruszającą wszystkie tryby. Planuje, przewiduje, nadzoruje, wieńczy dzieło.

W wózku śpi Laurka, trawa zielenieje, ptak śpiewa, z lasu dolatuje na fali wiatru zapach fiołków.

– Mamo, możemy iść je zerwać?

Idą. Przedzierają się przez krzaczaste poszycie lasu, pochylają głowy, co krok nadziewają się na sterczące gałęzie. Obserwuję przez siatkę ich pełną mozołu wędrówkę. Zupełnie jak w życiu.

Fiołki spadły z nieba, gdy aniołowie wykrajali w nim dziurki na gwiazdy:) Tyle rzeczy nam z nieba spada, lecz czasem tak trudno wyplątać myśli z zagajnika jeżynowych łodyg. Sama ostatnio tak uwięzłam.



Pokornieją palce stukające w czarną klawiaturzę.

Enter.

Gdybym znała języki ludzi i aniołów…



…ale nie znam


Znam tylko wiele tysięcy słów zupełnie nieprzydatnych przy opisywaniu cudu codzienności zwanej przez ludzi szarą.


O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *