pożegnanie

Utopiliśmy w końcu zimę.

Malutka jak paluszek ( co by nie drażnić ekologów:) Marzanna osadzona na starej kredce miała spódniczkę z kolorowej krepiny i czerwoną czapeczkę. Uśmiechała się tajemniczo malowanym uśmiechem, gdy ją nieśliśmy na most. Jakby myślała: „ja tu jeszcze wrócę, zobaczycie”.

A potem fruuu…i już wartka fala rzeki porwała ją w podróż.

– Uciekaj zimo do morza!!! – krzyknęliśmy na odchodne.

I popłynęła, kręcąc zalotnie czerwoną spódniczką. Gdy była już tylko czerwoną kropelką na szaro-niebieskiej taśmie rzeki, stanęła na chwilę jakby się zawahała.

– Jeszcze tu wrócę, ale nie dziś…

Wróć , wróć, ale nie dziś i nie jutro. Po deszczowej wiośnie, upalnym lecie i złotej jesieni zatęsknimy za tobą.

Ostatni raz zamigotała na czerwono i znikła.

Rybitwa zakrzyczała nad mostem: „Morrrrdercy!!!”

– Pa pa – pomachała łapką Nusia.

Uroczyście ogłaszamy koniec zimy.

A dziś Prima Aprilis. Kawę soloną już piłam:) więc muszę Was oszukać.


Krasnoludki nie istnieją:)

ale o tym jutro ( jak czas i bobas pozwoli)

Pa pa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *