wisienka

 

– Mamo, przyjdziesz dziś do mnie? – pyta na ucho Ala.

– Tak, ale Dusio zarezerwował sobie pierwszy. – odpowiadam

– Kiedy?

– Przed chwilą.

Pierworodna ma nieszczęśliwą minę.

– Będziesz druga, albo trzecia – tłumaczę – bo jak Nusia zechce to ona musi być pierwsza.

– To nic jej nie mów, to nie zechce – konspiracyjnie znów na ucho:)

Sezon pielgrzymkowy uważa się za otwarty.

Co wieczór Rut wędruje od jednego do drugiego łóżka, by pobyć choć chwilę sam na sam z każdym i porozmawiać o rzeczach tajemnych, jedynych i niepowtarzalnych. Zwyczaj wprowadził Dusio, a dziewczynki szybko spostrzegły, że takie rozmówki przed snem są jak apetyczna wisienka wieńcząca torcik każdego dnia. Wisienki wczesną wiosną są nie do pogardzenia, a tym bardziej takie o smaku ciszy, słów szeptanych wprost do serca, chichotu tłumionego w poduszkę, bliskości, wyłączności.

Bo każde dziecko chce mieć rodziców choć odrobinkę na wyłączność.

Czasem tylko tata mruczy pod nosem: „to moja żona”, bo i tatusiowie chcieliby czasem zjeść wisienkę:)


O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *