– Mamo, przyjdziesz dziś do mnie? – pyta na ucho Ala.
– Tak, ale Dusio zarezerwował sobie pierwszy. – odpowiadam
– Kiedy?
– Przed chwilą.
Pierworodna ma nieszczęśliwą minę.
– Będziesz druga, albo trzecia – tłumaczę – bo jak Nusia zechce to ona musi być pierwsza.
– To nic jej nie mów, to nie zechce – konspiracyjnie znów na ucho:)
Sezon pielgrzymkowy uważa się za otwarty.
Co wieczór Rut wędruje od jednego do drugiego łóżka, by pobyć choć chwilę sam na sam z każdym i porozmawiać o rzeczach tajemnych, jedynych i niepowtarzalnych. Zwyczaj wprowadził Dusio, a dziewczynki szybko spostrzegły, że takie rozmówki przed snem są jak apetyczna wisienka wieńcząca torcik każdego dnia. Wisienki wczesną wiosną są nie do pogardzenia, a tym bardziej takie o smaku ciszy, słów szeptanych wprost do serca, chichotu tłumionego w poduszkę, bliskości, wyłączności.
Bo każde dziecko chce mieć rodziców choć odrobinkę na wyłączność.
Czasem tylko tata mruczy pod nosem: „to moja żona”, bo i tatusiowie chcieliby czasem zjeść wisienkę:)
