Nasz dom jest – jak każdy inny – domem, w którym dzieje się milion rzeczy i to jednocześnie:)
Różni się od innych tylko tym, że utonął w zieleni, śpiewie ptaków i szumie drzew. Rośliny już prawie wchodzą mu na głowę i myślę, że wystarczyłby rok naszego „nie-pilnowania” a las wszedłby na próg, a potem na pokoje.
Zawsze tu tak było, bo mój dziadek, gdy budował to siedlisko, wyciął tylko taki skrawek lasu żeby zmieścić budynki. Drzewa rosły więc prawie na schodach domu i zaglądały mu w okna. I tak już zostało. Las nie nadzorowany przez wiele lat podchodził coraz bliżej, ocierał się jak zielone dzikie zwierzątko o czerwone rozgrzane cegły. Teraz trochę go pilnujemy, trzymamy na bezpieczną odległość i na wyciągnięcie ręki jednocześnie. Nie odganiamy go zbyt daleko, nie płoszymy. Lubimy, gdy zagląda nam w oczy i uczestniczy w naszym życiu. A on łasi się zielonym chłodnym cieniem, kwileniem ptaków o porankach i wieczorami, zapachem sosen, aromatem kwitnącego czarnego bzu i poziomkami.

Dom jak każdy inny i jak żaden inny. Jeden taki na świecie. Otulony ramionami zieleni.

Pozytywnie zazdroszczę tej zieleni… Bardzo tęsknię za taką leśną ostoją.
Marzenia czasami spełniają się zupełnie nieoczekiwanie i z zadziwiającą hojnością:) Ufaj Riv🌸