Czy jest jakiś kres piękna? Jakaś forma nasycenia nim tak, że powiesz: już dość? Jakaś granica, poza którą nie będziesz zdolny wchłonąć go więcej? Moment, gdy twoje serce pęknie od nadmiaru?
Można patrzeć i patrzeć, milczeć, zatapiać się w nim, chłonąć bez pamięci, nigdy nie mieć dosyć.
Piękno jest jak miłość. Wciąga coraz mocniej, przetapia, przemienia. Zaczynasz żyć jakimś innym życiem. Są chwile jakbyś znikał, jakby po tobie pozostał już tylko mały obłoczek z zachwytu i upojenia.
Nie ma już ciebie i tego, co wokół.
Jesteś ty zatopiony w pięknie, podobny do motyla otulonego grudką żywicy. Zastygły. Oniemiały. W pół drgnienia powiek, w pół taktu serca.
I dlaczego piękno boli? Podobnie słodko jak miłość. Dziwny rodzaj bólu, który nie zabija, lecz przywraca życie. Który budzi z jakiegoś snu, odkrywa tajemnice, wzywa dalej…
Odsłaniają się na chwilę zasłony, ukazując prawdę, że…
nie jestem stąd, i że tęsknię, i że czeka na mnie coś więcej, dużo więcej.
Już za chwilę.

Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć…

Jeśli chodzi o granicę pragnienia piękna, to z pewnością jej nie ma… ale ja często odczuwa taką granicę, na daną chwilę, granicę tego, co mogę unieść.
Zdarza mi się np. odłożyć czytany tomik wierszy z tego powodu.
Myślę, że nasza zdolność przyjmowania piękna też rośnie… jeśli oczywiście stwarzamy ku temu warunki.
Tak, wtedy na chwilę tracisz oddech, albo serce zaczyna dziwnie trzepotać jakby nie mogło unieść takiego ładunku piękna, dobra lub prawdy.
Poruszający, liryczny tekst o pięknie, które nie tylko zachwyca, ale i boli – bo przypomina, że jesteśmy stworzeni do czegoś więcej. To refleksja pełna tęsknoty za nieskończonością, za rzeczywistością, która wykracza poza zmysły i codzienność. Przypomina, że prawdziwe piękno nie ma granic i nigdy nie nasyci, bo budzi w sercu pragnienie czegoś większego, czegoś, co dopiero nadejdzie. Subtelne, a jednocześnie potężne.
Cieszę się, że te słowa tak cię urzekły Paulino:)
Slowa często pokazują nam drogę.