Rok powoli dobiega końca. Ostatnie lampeczki na łańcuchu migoczą przed oczami. Jak zawsze właśnie te ostatnie są najbardziej błyszczące, niezapomniane i ciepłe.
Siadamy przy naszym stole, który nagle – zdumiony sam sobą – stanął ubrany w koronkowy obrus na środku salonu. Rozmawiamy.
Ktoś łapie nożyczki i podkrada cukierka z choinki, ktoś ogląda z bliska symbole na starej pasyjce po mojej babci, inne ktosie nucą kolędę albo próbują pachnący bigos. Śmiech i gwar.
Choinka migocze za plecami, noc ciemnym zamszowym pledem przykryła okna, aromaty z kuchni ciepłą falą rozlewają się po całym domu.
– Na urodziny chcę kalimbę – mówię.
– A co to takiego? – pyta mąż.
– Takie drewienko z blaszkami – śmieje się Alusia.
Szukamy na YT i puszczamy melodie wygrywane na kalimbie. Są delikatne jak lot motyla, słodkie, proste… Mąż zasypia w trzy sekundy:)
Jesteśmy zmęczeni. Chłopcy mieli dziś trzy montaże, my we cztery szalałyśmy w kuchni.
Przed…przed…przed… ostatni wieczór roku.
Przed-dzień wigilii.
Kolejnej w naszym życiu i – wierzę – nieostatniej🌟

Dzięki, nie słyszałam wcześniej o kalimbie, a brzmi cudnie 🙂 Właśnie zamówiłam dla naszej Elki. Zieloną 😉
Dobrego świętowania dla całej Waszej rodzinki! 🙂
Cieszę się, że i Ela będzie miała swoją kalimbę. Dzieci chcą mi chyba kupić lawendową:)
A dziś pod choinkę dostałam mini mikroskop i – jeśli jeszcze nie macie – polecam gorąco. Można go przypiąć do telefonu, oglądać jak wygląda w powiększeniu igła sosny, cukier, ziemia, listek. I jeszcze robić zdjęcia. Super pomysł jeśliby ktoś ma w domu dzieci lub sam w środku jest dzieckiem☺️
Ooo, kolejny świetny pomysł! Dzięki 🙂
U nas Ela chciała dostać jakiś instrument na święta (bo młodsza Sara uczy się grać na ukulele, więc starsza też coś chciała), ale nie mogła się zdecydować i nic z tego nie wyszło. Ale akurat na po świętach będzie 🙂
Uściski!