spiżarnia

 

Pamięć każdego z nas można porównać do dużej spiżarni, z półkami wypełnionymi przetworami. Mnóstwo słoików, wiele z nich stoi z samego brzegu. To najświeższe wspomnienia, stoją w zasięgu wzroku. Inne, sprzed lat lub nawet dekad, zagubione gdzieś w głębi półek, w całkowitej ciemności, zapomniane i przykryte kurzem. Są tak głęboko i z tak dawna, że zupełnie zapomnieliśmy o ich istnieniu. Ale są, choć nikt o nich nie wie.

Przetwory, jak to przetwory, mogą być dobre i smaczne albo niecałkiem nieudane lub zepsute.

Słodkie wspomnienia, miłe chwile, błogie doznania, pamięć dobrych słów i zdarzeń, życzliwych ludzi stoją tuż obok cierpkich chwil, gorzkich doznań, słonych łez, rozczarowań i porażek. Radość obok żałoby po czyjejś śmierci. Duma obok wstydu. Poczucie bezpieczeństwa obok przerażenia. Odkrycia obok zagubień.

I zasadniczo nie jestem za otwieraniem tych zepsutych konfitur i sfermentowanych kompotów.

Bywa czasem taka konieczność, bo zaczynają jątrzyć się jak rany lub wybuchną same i trzeba posprzątać, umyć półkę, poukładać wszystko od nowa.

Ktoś nie może poradzić sobie z jakąś traumą, relacją, przeszedł załamanie nerwowe lub zachorował na depresję. Wtedy trzeba poszperać na półkach, otworzyć delikatnie to, co trzeba, pomóc sobie uporać się z tym.

Ale nie jestem za tym, by wyciągać po kolei wszystko, co złe i bolesne, podważać wieczka i wszystkiego próbować od nowa. Nie wiem czemu miałyby służyć tego typu porządki.

Skuszona kiedyś przez Ellę pojechałam na weekend z warsztatami psychoterapeutycznymi.

Tylko 3 niecałe dni. Praca w kilkunastoosobowej grupie pod okiem doświadczonego psychologa, opowiadanie o sobie, wyciąganie wspomnień, mówienie o trudnych doświadczeniach. Już pierwszego dnia pierwsze osoby płakały, ja rozpłakałam się rzewnie pod koniec drugiego. Byłam zupełnie rozbita i zdziwiona tą reakcją, bo oto nagle otworzyła się prawie 20-letnia rana śmierci mego taty. Szlochałam jak dziecko.

I do dziś nie wiem po co to było. Po co otwierać stare rany? Czemu to służy?

Nie jest sztuką otworzyć wszystkie słoiki w spiżarni. Sztuką jest sprawić, by potem spiżarnia przez lata nie była przeniknięta nieprzyjemnym zapachem.

Poznałam – na tych samych warsztatach – osobę, która od dwóch lat była w tzw. terapii i niemal wszystko już zdążyła otworzyć. Była z tego bardzo dumna. Poza tym była oschła, miała kwaśną minę i wypowiadała się z wyższością kogoś, kto jak twierdziła, był „przez lata i przez wszystkich wykorzystywany i teraz będzie sam decydować i robić, co chce licząc się tylko ze swoimi potrzebami”.

Było w tej postawie coś trującego i nieludzkiego.

A atmosfera przebywania w towarzystwie tej osoby przypominała nieco atmosferę przenikniętej stęchlizną piwniczki. Była odpychająca.

*  *  *

Może więc lepiej zaakceptować fakt, że życie każdego z nas to naprawdę zbiór bardzo różnych chwil. Są one gdzieś w nas, płycej lub głębiej ukryte. Nie musimy ich wszystkich smakować po wielokroć. Nie musimy zwłaszcza rozdrapywać ran. Ktoś Jeden zna je wszystkie, nosi je w swojej pamięci i dłoni. Jeśli zakrywa niektóre kurzem niepamięci, robi to po coś. Prawdopodobnie osłania nas i ratuje w ten sposób.

 

Jak niemowlę w Twoim ręku dusza moja. Otulone bezpiecznie przed tym, co mu zagraża.

Jak niemowlę.

 

 

 

 

16 thoughts on “spiżarnia

  1. Bardzo piękny i potrzebny post, dziękuje. Nie warto rozdrapywać przeszłości, trzeba tak żyć, by było dobrze, szukać Bożych dróg. Rozmowa z Bogiem jest najlepszym lekarstwem. Pozdrawiam serdecznie i życzę Tobie i Twoim bliskim dużo zdrowia i spokoju.

    1. Zamiast rozdrapywania ran wolę wspominac to, co bylo dobre. I dziękować.
      Pozdrawiamy Cię Lenko i pamiętam o Tobie🙏

  2. Też znam ludzi, którzy przeanalizowali wszystko, otworzyli wszystko (a raczej głównie te słoiczki z zepsutą zawartością) i stali się twardzi, na zasadzie: „teraz to się już nie dam nikomu”. Ale jednocześnie… Po sobie samej wiem, jak zaskakująco i nagle, po latach, potrafi wybuchną słoiczek, o którym zapomniałam i właśnie go nie otwierałam, uznając, że niczemu dobremu to nie służy. Chyba niełatwo ocenić, które z tych słoiczków warto jednak, w kontrolowanych warunkach (otwarte okna spiżarni!) otworzyć, by uniknąć niekontrolowanego i fatalnego wybuchu.

    1. Są też takie historie jak Twoja. Porównanie do spiżarni jak każde inne, w tym miejscu kuleje.
      Można tylko mieć nadzieję, że to nie zdarza się zbyt często i zbyt wielu osobom.

  3. Ciekawe porównanie. Chociaż jest to specyficzna spiżarnia pod wieloma względami. Zwłaszcza tym, że znajdują się tam również puste jeszcze słoiki, ale już gromadzą zapach tego co pragniemy w nich umieścić, albo spodziewamy się zobaczyć w nich w przyszłości 🙂

  4. Wiesz, Rutko, myślę, że czasem to jest dobre, otworzyć taki słoik. Ale tylko z Panem Bogiem, bo on wie, jak zaleczyć nawet najdawniejsze, niezagojone jeszcze rany i sprawić, że zamiast smrodu rozejdzie się piękny zapach.
    Zresztą z tym trochę kojarzy mi się tekst z Apokalipsy o tym, że on otrze każdą łzę. Nastąpi wielkie otwarcie słoików 😉

  5. Zamiast smrodu, zapach.
    To mi przypomina wskrzeszenie Łazarza. Wszyscy obawiali się nieprzyjemnej woni z grobu, a Jezus kazał. go otworzyć. I chyba nie rozszedł się fetor.
    U Boga wszystko jest możliwe.
    Lecz co jeśli dłubiemy sami:(

    1. No właśnie, otwieranie może być dobre, gdy odbywa się… we właściwym towarzystwie. Byłam kiedyś na rekolekcjach w kluczu przebaczenia. To jak otwarcie grobowca nie po to, żeby grzebać w jego mrocznym wnętrzu, ale po to, żeby z niego wyjść, żeby (wraz z innymi, a nie przeciwko nim!) żyć.

  6. Rut, ja nie w temacie. Bardzo chcę polecić konferencję ks Dominika Chmielewskiego ” Umocnij Resztę i wzrastaj w wierze i odwadze”. Ilekroć teraz słyszę o odwadze i wierze trzech młodzieńców, mam przed oczami obraz, który dostałaś w prezencie.🙂

  7. Fakt, czasem nie ma wyjścia i trzeba otwierać na całego. Poprzestawiać wszystkie słoiki. Wiele lub wszystkie opróżnić, umyć i napełnić od nowa. Ale to na pewno tylko w niektórych przypadkach. Myślę, że większość ludzi nie potrzebuje tak generalnych porządków, a ich spiżarnie są piękne, bo pełne różnych wspomnień, w większości dobrych i sycących wspomnień. Może czasem gorzkich, ale i to jest potrzebne, aby żyć pełnią.
    Tak, pięknie to napisałaś.

    1. Ja np. lubię soki i przetwory z dodatkiem aronii, choć mają nieco cierpki smak. Tak, gorycz też jest potrzebna. I trochę kwaśnego. Wszystkie smaki dają pelnię.

  8. Ale słodzonej kawy już nie mogę pić. Odzwyczaiłam się skutecznie. A kiedyś sypałam do niej 3 łyżeczki cukru;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *