ciepły dzień

 

– Ale mieliście szczęście, że przyjechaliście – ekscytuję się – A tu spadło tyle śniegu!!!

Tak, Ala i Adaś przyjechali na weekend, a śnieg sypał przez cały piątek i sobotę. Jakby specjalnie dla nich.

W wielkim mieście, gdzie studiują taki śnieg szybko zmienia się w szare ciamkające błotko. Wiem, bo studiowałam w tym samym grodzie:)

Ale tu, na wsi śnieg utrzymuje się bardzo długo. Na polach, leśnych drożynach, zagajnikach, pod krzewami, w ogródku, na grubych konarach i cieniutkich gałązkach. Nawet na główkach ostu puszyste białe czapki.

– Wystarczy tylko go nie deptać i nie jeździć po nim – mówię, gdy lepimy we cztery bałwana.

Oczywiście, tam, gdzie toczyłyśmy kule, śniegu już nie ma, lecz zielenieje trawka. Ale dla tak szczytnego celu warto było zniszczyć nieco białej scenerii. Bo bałwan zaiste wyszedł nam przystojny.

– Zrobię mu jeszcze wydatne kości jarzmowe – oświadcza studentka kierunku medycznego, masując policzek bałwana:)

Potem jeszcze dostał w pakiecie grzywkę z tui, wąsiki z gałązek modrzewia, zgrabne uszka, srebrny szal i garnek na głowę.

Jeszcze trzeba go było oskubać ze złotych liści brzozy, które malowniczo wgniotły się podczas toczenia kul.

Wszak jeszcze dwa dni temu była tu złota polska jesień: świeciło słońce, a deszcz liści szeleścił zlatując jak motyle.

W końcu, ze zmarzniętymi rękami i pełne śmiechu po brzegi ust wracamy do domu.

Rzucamy mokre rękawiczki na grzejniki, podkładam do pieca, a Lalcia znowu wyszperuje płytę z kolędami. Bawimy się tak w chowanki już od kilku dni. Ja chowam, ona znajduję i włącza. A ja znowu chowam.

Może za słabo chowam?

Może nawet robię to specjalnie? 🙂 Kto wie jaki chochlik siedzi w mojej głowie;)

Więc kolędy już płyną, ale my – niesyte lepienia – przynosimy ze spiżarki mąkę, bierzemy drożdże i zagniatamy ciasto na bułeczki. Oraz drugie z gotowego proszku od Ksawerego. Przywiózł dziś na spróbowanie. To ma być włoski chlebek focaccia. Ozdabiamy go kawałeczkami szynki, a bułki – makiem i kminkiem. I siup do piekarnika.

Trzeba się spieszyć. Zmrok zapada, a nasi chłopcy za chwilę pewnie wrócą z montażu. Będą głodni jak lwy, a zapiekanki z obiadu zostało deczko.

I rzeczywiście – gdy dom wypelnia się zapachem świeżego chleba – drzwi otwierają się i w progu stają nasi sterani panowie.

Za oknem już nie sypie, w domu ciepło, kaloryfery, piekarnik, kolędy, lampki i świece dwoją się i troją, by było jeszcze cieplej.

Tylko biedny bałwan nieco przechylił się na boczek i trzeba było wybiec mu szybko na ratunek. Ostatecznie ocalał, podparty miotłą:)

Kończy się dzień, chrupią bułeczki, chleb rozrywany na kawałki jeszcze gorący. Dziewczynki oglądają bajkę, pijemy malinową herbatę i roiboos, malujemy jeszcze z Alusią obrazki akwarelami. Oczywiście kwiaty;)

Lampka rzuca nam krąg światła na stół.

*  *  *

Ktoś wokoło nas roztacza krąg światła. Ukrywa się za wszystkimi tymi cudami, zdarzeniami, rozmowami, za śniegiem, liśćmi brzóz, za zapachem chleba, bliskością bliskich, ogniem w piecu huczącym.

Ale ukrywa się równie nieporadnie jak ja ukrywam płytę z kolędami.

Może też chce być odnaleziony?

Kto wie jaki chochlik mieszka w Jego głowie?

🙂

 

4 thoughts on “ciepły dzień

  1. Przypomniał mi się wiersz ks. Janusza Pasierba pt. „Dom” – o niebie. To mógłby być dom podobny do Waszego…

  2. Piękny wiersz Alu. Tak, do domu chce się wracać. Do biura parafialnego – niekoniecznie:)
    Mam nadzieję, że nasze dzieci – wychowane w tym domu- łatwiej odnajdą drogę do Domu Ojca❤️

  3. U nas też było cudownie w sobotę i jeszcze trochę w niedziele. W lesie było jak w bajce. Natomiast dziś taka pogoda, że podejrzewam, że gdy wyjdę za chwilę do pracy, to jak wpadnę w ślizg to dojadę na obcasie do samej stacji:):) Trzymaj kciuki, żebym przetrwała tę jazdę figurową na asfalcie:)
    Całusy. Dobrego dnia. Jutro piąteczek:):)

  4. Tak, niebezpiecznie chwilami jest. Ja czasem zanim dojadę do lepszej trasy, sunę autkiem po lodzie.
    Już piąteczek, kochana. Piąteczek wieczór😁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *