Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam.
Następnego dnia po powieszeniu bombek na drzewkach Lalcia – wobec naszego braku reakcji i protestu – grzebała długą i grzechoczącą chwilę w naszych skrzyneczkach z płytami CD, a potem włączyła staroangielską muzykę bożonarodzeniową!!! Przepiękne anielskie śpiewy, dzwoneczki i wszystkie te cudności, od których serce roztapia się szybciej niż miód w garnuszku. Płytę tę kiedyś kupiłam za 50 groszy w szmateksie.
– O nie!!! – zakrzyknęłam z salonu.
Ta zasada „daj palec, a urwie rękę” bardziej nawet sprawdza się w przypadku dzieci niż rekinów:)
Ale uniosłam się znowu cierpliwością ( długo trenowaną w domu i poza nim),pozwoliłam muzyce dograć się do końca i płytę schowałam.
Mądrość polega także na tym, by żyć dniem dzisiejszym, a nie marzeniami o tym, co przyjdzie jutro.
A jeszcze nie ma nawet Adwentu.
O śniegu nie wspomnę. Choć zdarza mi się już rano skrobać szron z szyby auta:)
DZIŚ też domaga się afirmacji i celebrowania.

Dziś jest dobre na książkę Whartona, świecę przy bukiecie drobnych chryzantem, bursztynową herbatę z ostrokrzewu afrykańskiego i kojącą muzykę z filmu „Notting Hill”. Dziś jest dobry deszcz drobno stukający w przewody wentylancyjne i zbieranie liści spod leszczyny. A potem wspólne oglądanie bajek o Żwirku i Muchmorku. Jak jedli kaszę;)
Jeśli uda mi się polubić deszcz, szybko zapadający zmrok, wiatr, żółte liście i całe to „dziś” , na pewno spodobami się także „jutro”, śnieżne zawieje, zapach mrozu i podkładanie drewna do pieca.
Poczuć się w swoim życiu jak ryba w wodzie, jak stopa w wygodnym, bo roczłapanym już kapciu.
Niczego sztucznie nie przypieszać, niczego zbyt brutalnie nie skracać, przetrzymać oczekiwanie i oczekiwanie oczekiwań, nie wydłużać czasu jak gumy, nie płakać, że „wczoraj” minęło, że dzieciństwo było takie beztroskie, budzić się co rano gotowym na wszelkie dobro.
Zauważyć choćby świetlik w drzwiach lśniący jak kryształ od wschodzącego słońca. Nie minąć obojętnie tego cudu.

Żadnego cudu nie ominąć.
A jeśli patrzysz zbyt daleko przed siebie, wypatrując czegoś na horyzoncie, na pewno przeoczysz coś, co masz pod stopami.
Albo nawet podepczesz.

Mnie też Żwirek i Muchomorek kojarzą się kulinarnie – dobrze pamiętam odcinek, w którym smażyli powidła śliwkowe.
Mam do nich szczególny sentyment, bo ja i moja młodsza o rok siostra byłyśmy wypisz wymaluj jak oni: ja długa i chuda jak kij, ona dużo niższa i pucułowata:) więc jedna z naszych zabaw to była w Żwirka i Muchomorka;)
Flipa i Flapa też lubiłyśmy i też z tego samego powodu😁
Zgadzam się z Tobą w 100% ! Każda pora roku, każdy miesiąc jest cudny. I ten listopadowy czas też jest przepiękny i niepowtarzalny. U nas kolędy zaczynają się od wieczoru wigilijnego i to oczekiwanie ma niesamowity urok. Nie zapomnę, jak uczeń kiedyś mi oznajmił, że ma już ubraną choinkę, a było to w połowie listopada:) Z drugiej strony w tym przecież nie ma nic złego. No ale umiejętność czekania to też wyzwanie.
Dobrego dnia:)
Nie, my nie wytrzymujemy aż tak długo jak Wy. Tydzien przed już lecą u nas kolędy i pastorałki. Oraz – nieodzowny Armstrong oraz Cohen. Obaj kojarzą się nam ze świętami. A i jeszcze Bill Cosby! Muszą, po prostu muszą śpiewać, gdy my pieczemy pierniczki.
A to skojarzenie Cohena ze świętami mocno nieoczywiste! Mnie się Cohen kojarzy z młodością, a jeszcze dokładnej nawet z maturą, gdy tuż przed wyjściem na egzaminy, na dobry początek, tańczyłam do „Take this Waltz”.
Tak, Cohen. Zawsze mi się kojarzył z Bożym Narodzeniem. Nie wiem dlaczego.
I jeszcze Sinatra:)
Mi Cohen kojarzy się z jesienią, tą jeszcze przedadwentową. I Loreena McKennitt 🙂
A zima to Sinatra i Nat King Cole 🙂
Uwielbiam listopad. Nie tylko dlatego, że to mój urodzinowy miesiąc.
Ale nie ukrywam – dziś sama puściłam tak zwane Christmas songs, te amerykańskie. Na chwilkę, żeby potęsknić 🙂
Tymczasem herbatka i książki i zwykły jesienny kołowrotek. Jeszcze bez pieczenia pierniczków 🙂
Każdy czas ma swój urok, nie tylko święta i wakacje…
Masz rację. Listopad jest ok, choć takiego ciepłego listopada nie widziałam odkąd żyję. Trochę nas zaskoczył:)
Ale dziś już u nas sypał śnieg i zrobiło się biało. Niestety jest za ciepło i śnieg się rozpuszcza.
Dziś rozśmieszyła mnie jedna uczennica pytaniem: Czy to normalne proszę pani żeby jesienią padał śnieg?
Normalnie to już w październiku pada;)
A ja z Lalcią bawimy się w chowanego. Ja jej chowam płytę, a ona ją wygrzebuje i włącza:)