piernikowe refleksje

 

Listopadowe urodziny Lalci to taki nasz znak przypominający, że czas wyjąć chomikowane już od jakiegoś czasu ingrediencje i zająć się ciastem na pierniki.

Rozpuszczamy w garnuszku miód, smalec i cukier. W międzyczasie ktoś już wsypuje do wielkiej miski mąkę i wbija jajka, a ktoś jeszcze inny z mozołem miele goździki. Stary młynek po dziadku znaleziony podczas licznych porządków, chrzęści i zacina się. Trzeba mocno kręcić korbą, by pokonać opór goździków i starej maszynerii.

Młynek jest u nas poszanowanym staruszkiem na emeryturze i wyjmowany oraz zaprzęgany do pracy raz tylko w roku. Zresztą, zapach goździków tak się w niego wtopił, że cokolwiek innego próbowanoby weń zmielić, pachniałoby goździkami.

Zauważyliście? Są w naszych domach takie przemioty. Tylko na jedną okazję. Wyjmowane raz w roku. Z pietyzmem przechowywane. Pełne znaczeń. Obrastające tradycją pokoleń.

Bo to, że „tylko raz w roku” nie odbiera sensu ich istnieniu.

*  *  *

Zmielone goździki w małym metalowym kubku miesza się z innymi wonnymi przyprawami: cynamonem, gałką, kardamonem i imbirem.

Drobinki korzennego zapachu rozchodzą się po wszystkich kątach domu, sygnalizując mu, że powoli czas przeciągnąć się i zacząć myśleć o świętach.

Powoli, naprawdę powoli.

Nie tak jak nasze córki, które powiesiły już parę nowych bombek na drzewkach beniamina w rogu pokoju:) Pozwoliłam im tylko bombki nanizać na niteczki, a one zrobily taki figiel przy okazji.

– Zaraz zdejmę te bombki – odgrażam się, pijąc kawę z mężem.

– Nie zdejmuj im. Niech zostaną – wstawia się mężulek:)

No to niech zostaną. Razem z zapachem piernikowym, który zagnieździł się już w zasłonach salonu i między kurtkami w przedpokoju.

Pewnych rzeczy nie wypędzisz już, choć nastały przed czasem dla nich stosownym.

Nawet Jezus to wiedział, napełniając stągwie winem w Kanie.

I cóż, że nie nadeszła jeszcze pora:)

Tylko pierniki wiedzą, że dojrzewanie jest ważne i trwa nawet parę tygodni.

I co roku trzymają się tego skrupulatnie.

 

 

6 thoughts on “piernikowe refleksje

  1. Zastanawiałam się, czy mówisz o piernikach czy… piernikach 😀
    Ale ja nadal czuję się młodo 😉
    W ogóle to lubię czekać na czekanie. Czyli na adwent 🙂 Cały listopad jest już czekaniem 🙂 Aż palce świerzbią, żeby kolędy włączyć. Ale jeszcze nie, na razie zimowy jazz 🙂
    Uściski!

  2. Ja też się czuję Riv:) Ale za dwa miesiące kończę 50 lat. Nikt mi nie wierzy, ale czasu nie oszukam. Moje stawy niemal co dzień mi o tym przypominają;)
    A co do kolęd, to jest część druga mojej opowieści. Już gotowa, ale wrzucę ją dopiero wieczorem.
    Tymczasem pa🌸

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *