Każdy ma swoje upodobania, miłości, antypatie i uprzedzenia.
Ja np. nie lubię koloru pomarańczowego i fioletowego, ale uwielbiam lawendowy i lazurowy. Znałam jednak osobę, a nawet z nią mieszkałam parę lat, która ubierała się tylko na fioletowo i to w tym odcieniu, którego nie znoszę najbardziej, a który nazywam fioletem pogrzebowym:)
Podobnie ze smakami. Jestem z domu, w którym na porządku dziennym było jedzenie cebuli i to na surowo. Jako dzieci jedliśmy cebulę jak jabłka, chrupiąc z lubością. Czosnek też lubiliśmy. Niestety mój mąż nie znosi tych dwóch rzeczy i gdy nawet obiorę ząbek czosnku, a on poczuje zapach, wykrzykuje teatralnie:
– Znowu chciałaś mnie uśmiercić!
😁
Ostatnio pisałam wam, że przyczepił się do mnie jakis wirus i wyraźnie czułam, że zaczyna mnie „rozkładać na łopatki”. Ksawery polecił mi więc cudowny środek: miód lipowy wymieszać z mielonymi ziarnami kopru włoskiego i zmiażdżonym czosnkiem. Zrobiłam więc sobie specyfik, włożyłam go w słoik i do lodówki.
– Mamo, mamo!!! – krzyczy Laurka któregoś wieczoru – Wiesz co się stało? Tata znalazł dżem brzoskwiniowy w lodówce, odkręcił go i prawie zemdlał:)
– Chciałaś mnie podstępnie uśmiercić – grobowym głosem odezwał się mężulek.

Tym razem nie:)
Tym razem moim zamiarem było uniknięcie mojej własnej śmierci. A specyfik działa, bo chyba nawet wirus nie lubi zapachu czosnku z koprem i miodem.
Ja lubię😁

Moja starsza córka, w wieku przedszkolnym, spojrzała kiedyś na ilustrację przedstawiającą dziewczynkę przy stole i skomentowała: o, je kaszę z cebulą.
Taki był wówczas ulubiony zestaw Zuzi…
Kasza? Mam nadzieję, że nie manna z cebulą:)
Ale w dzieciństwie różne rzeczy się je..Np. ja jadłam placki ziemniaczane z cukrem. Teraz słabo mi się robi na samą myśl o takim połączeniu:)
Ja też jadłam „kartoflaki” z cukrem 🙂
Ja jem do tej pory i to moja ulubiona wersja🙂
smaki się zmieniają z wiekiem:) W dzieciństwie strasznie nie lubiłam boczku, a teraz przepadam;)
Nigdy jednak nie dorosłam na tyle, by polubić oliwki.
A ja uwielbiam oliwki i mogę wciągnąć cały słoik od razu 😀 No a w mojej szafie króluje… fioletowy. I czerwony. I brązy. Mam taki typ urody, że mi w nich dobrze 🙂
Męża nie uśmierciłabym czosnkiem, za to brukselką jak najbardziej.
Każdy ma swoje słabostki 😉
Czerwony też lubię. Działa na mnie rozgrzewająco, a prawie całe życie jest mi zimno:) Brukselki nie próbowałam;) Ale coś czuję, że też byłaby to śmiercionośna substancja;)