przed ciszą

 

Wiecie, że raczej nie wypowiadam się na tego typu tematy, zostawiając dla siebie ten rąbek tajemnicy we własnym sercu. Pomyślałam jednak, że czasem moje milczenie odnośnie pewnych kwestii możecie odebrać jako tchórzostwo.

Nie chcę więc tym razem chować się za opowieści o kwiatach, cytaty z Gabrieli czy ładne zdjęcia.

Wszyscy wokół piszą o wyborach, zachęcając w mniej lub bardziej elegancki sposób do wzięcia w nich udziału. Więc i ja z całego serca popieram te apele. I wypowiem się tutaj jako wierzący katolik.

Uważam i zawsze uważałam, że nie pójście do urny wyborczej, bo „mi się nie chce” lub „nie zależy mi”, jest grzechem zaniedbania. Zawsze więc biorę udział we wszystkich wyborach i referendach. Nigdy się nie uchylam. Nie szukam wymówek, ani luk prawnych, by tego nie zrobić. Ojczyzna jest dla mnie czymś niezmiernie drogim i jeśli mogę tak małym gestem przyczynić się do jej dobra, lub uratować ją od jakiegoś zła, to czymże to jest w porównianiu z falami krwi wylanymi przez poprzednie pokolenia.

I tak wychowuję moje dzieci. By zawsze głosowały i by kochały ten kawałek ziemi o imieniu Polska.

Drugą kwestią jest na kogo jako osoba wierząca nie mogę i nie chcę zagłosować.

Spotkałam się w Internecie z ankietą pt. jakie kwestie są kluczowe przy twoim wyborze partii, na którą będziesz głosować? Sugerowane odpowiedzi to: sprawy godpodarcze, kwestie międzynarodowe, polityka społeczna, kultura, kwestie obronne, ochrona zdrowia.

I … nie mogłam zaznaczyć żadnej z proponowanych odpowiedzi.

Tak, zgadzam się, wszystkie ww są ważne, ALE dla mnie nie są kluczowe.

Na każdą z nich możemy się różnie zapatrywać: przedsiębiorca będzie chciał przejrzystego systemu podatkowego, pacjenci i personel szpitali – większych kwot przeznaczonych na ochronę zdrowia, nauczyciele – odbiurokratyzowania szkoły i lepszych pensji, artyści – lepszego finansowania sztuki, naukowcy czegoś innego, wojskowi, policjanci, rolnicy itd.itp.

Ale ja nie jestem przede wszystkim pacjentem, nauczycielem, matką, przedsiębiorcą. Ponad tym wszystkim jestem osobą wierzącą.

Dlatego dla mnie kwestią kluczową będzie:

– czy dana partia popiera aborcję czy broni życia nienarodzonych

– czy popiera eutanazję, czy broni i chroni życie aż do naturalnej śmierci

– czy nie deklaruje wprost, że popiera związki homoseksualne i jest za ich zrównaniem z rodziną

– jak wypowiada się w kwestii wolności religijnej

– czy zamierza chronić rodziny i prawa rodziców do wychowania dzieci

– czy nie zamierza budować świata i jego przyszłości tak jakby Boga nie było.

Dlatego z mojej listy wyborczej wykreślam te opcje polityczne, które składają obietnice legalizacji związków homoseksualnych, te, których członkowie brali udział w czarnych marszach i dewastowaniu świątyń, te, których liderzy zapowiadają wyrzucenie religii ze szkół, a wprowadzenie do nich obowiązkowych zajęć bez zgody i akceptacji rodziców… Nie jest tajemnicą które partie opowiadają się za takim stanem rzeczy. Chętnie się tym chwalą we wszystkich mediach.

Życie, wolność wyznawania wiary, rodzina, prawda, etyka chrześcijańska to są dla katolika wartości nienegocjowalne i one są jako pierwsze w szeregu innych mniej ważnych kwestii.

 

Niesamowitą tajemnicą jest dla mnie jak człowiek wierzący może jednocześnie głosować na opcję w żaden sposób nie przystającą do moralności chrześcijańskiej. Jakieś rozdwojenie jaźni?

Swoim głosem przyczyniać się do wygranej i rządów kogoś, kto podważa podstawowe zasady wiary i moralności? A po odejściu od urny pójść na mszę i wyznać wiarę w Jezusa Chrystusa?

Można aż tak rozjechać się w życiu z własnymi przekonaniami?

Pamiętam rozmowę z Ewą, gdy jeszcze żyła. Pewnego dnia temat zszedł właśnie na wybory.

– Wiesz, ja się nie przyznaję znajomym, nawet tym najbliższym, że głosuję na prawicę. Zjedli by mnie – powiedziała.

– Wiem – odrzekłam – Wiesz ile słów nienawiści słyszę co dzień, nawet podczas wigilii, od mojego rodzeństwa, w pracy, na spotkaniach towarzyskich.

 

Może prześladowania mają dziś taką formę?

Nie przypominają żywych pochodni Nerona, a jednak…

To jednak nie spowoduje, że zmienię zdanie.

 

 

Ps. Dla zainteresowanych, fragment z wypowiedzi Episkopatu, inspirowanej Katolicką Nauką Społeczną:

„Właściwie ukształtowane sumienie chrześcijańskie nie pozwala nikomu przyczyniać się przez oddanie głosu do realizacji programu politycznego lub konkretnej ustawy, które podważają podstawowe zasady wiary i moralności”.

Za chwilę cisza wyborcza. Niech w tej ciszy słychać będzie tchnienie Ducha Świętego. Oby zstąpił i –  jak prosił Jan Paweł II – odnowił oblicze naszej ziemi.

Ona tak bardzo tego potrzebuje.

 

 

 

14 thoughts on “przed ciszą

  1. Rut kochana,dziękuję za ten wpis,bardzo dziękuję i podpisuję się pod nim obiema rękami.Pozdrawiam Ciebie i całą Twoją Rodzinę gorąco.❤️🌹

  2. Problem jest taki ,że ludzie nie do końca wierzą w to co deklarują w swoich programach partie, widzą zachowania członków danych partii i tak ..masz rację, osobiście mi też nie mieści się w głowie mówienie o wartościach , moralności, pojawianiu się na Mszy w światłach reflektorów przy całkowicie odmiennym postępowania w życiu codziennym, rozdwojenie jaźni?..dla mnie to zwykłe kłamstwo

    gdybyśmy żyli w idealnym świecie i każde słowo było prawdą to wtedy wybór byłby dużo łatwiejszy 😉

  3. Jeśli patrzeć tylko na czyny i postawy życiowe, nie na same deklaracje, to partie liberalne i lewicowe jeszcze bardziej nie mieszczą się w ramach tego, co uważam za godne poparcia .
    Tak, niektórzy lubią się tłumaczyć tym, że swiat nie jest idealny, więc nie ma sensu nic robić, głosować, starać się być uczciwym, wiernym swoim ideałom.
    Lecz jeśli wszyscy pójdziemy tą ścieżką, świat nie będzie już tylko nie-idelany, a stanie się koszmarem.
    Pozdrawiam cię Aniu:)

  4. Rut, jak bardzo dziękuję Ci za te słowa!!! Co prawda już po wyborach i wiadomo, że prawica w zasadzie przegrała, ale i ja się wypowiem.
    Uważam, że obecna przegrana to także zasługa tych, którzy boją się przyznać do swoich poglądów. Kobiety lansujące się na IG jako multiwielodzietne w sumie z radykalnej wspólnoty – ani słowa! Szustak trąbił o Hołowni, który zaraz wejdzie w koalicję z PO („bezpieczna i legalna aborcja do 12. tyg.”) Tymczasem lewa strona wrzeszczy, krzyczy, ośmiesza, opluwa, przeklina, ile się da. No to mamy. Szczerze? Tutaj, gdzie mieszkamy, wokół siebie, w pracy mam pełno ludzi o lewackich poglądach. Też się wstydziłam, ale już od jakiegoś czasu przestałam. Nie muszą mnie wszyscy lubić, trudno. W pracy ujawniając się, trochę ryzykuję, ale trudno, jakoś dałam radę (było parę nieprzyjemnych dyskusji). Mam dość, że uważani jesteśmy za ciemniaków, ciemnogród, kretynów. I wpierają nam to ludzie, którzy bez mrugnięcia zostawiają dzieci po żłobkach dla kasy, porzucają mężów/dzieci/żony i nierzadko mają zaburzone lub niewychowane dzieci.
    Jesteś odważna. Jedna z nielicznych. Tak potrzebowałam Twoich słów, bo w tej chwili mam dosyć tej Warszawy i całego tego środowiska.
    Jak dobrze, że są tacy ludzie jak Wy. Normalni, silni, odważni i dobrzy. Ze światłem. Jednoznaczni. Gdzie tak jest tak, a nie to nie. I to mnie jakoś pociesza.
    Niech Bóg Was wspiera, bo jesteście solą ziemi. Takich tu potrzeba.

    1. Współczuję tej atmosfery… My niby z dużego miasta, ale jednak jest inaczej i mam wrażenie równowagi w przyrodzie. Owszem, wielu ludzi bardziej „postępowych”, z całym dobrodziejstwem… Ale jednocześnie bardzo dużo osób wierzących, wielodzietnych, a na naszej podkrakowskiej wsi to już w ogóle… Prężna parafia działająca sama z siebie, bez żadnych wspólnot i dodatków. W pracy też zamiast wyśmiewania raczej zaciekawienie. I w tramwaju, czy gdzie tam się pojawimy.
      Wyobrażam sobie, jak Wam trudno :/
      Ale róbcie swoje i poszukajcie ludzi podobnie myślących. Wbrew pozorom w stolicy jest najwięcej wspólnot (np. neokatechumenat, inne na pewno też), bo ludzie w tym wszystkim bardzo potrzebują światła. Odwagi 🙂

  5. Mamo trójeczki, ja też dziękuję, że napisałaś ten komentarz. Wzruszyłaś mnie.
    Tak, jesteśmy wyśmiewani i szkalowani w naszych rodzinach, miejscach pracy. Pewnie nie wszyscy mają siłę to unieść i milczą. Ale robią swoje. Ziarno cicho kiełkuje, bez krzyku, rozgłosu, w ciemności, „zgnojone”, ale dzięki swej wytrwałości, wyda plon. I teraz też tak będzie. Czy już jutro, pojutrze? Trudno dziś powiedzieć.
    Ale to pewne, że ziarno wyda kłos. Plewa, którą wiatr rozmiata, która dziś tu, jutro tam, bez korzeni, lekka, pusta nigdy plonu nie wyda. Szybko okaże się, że jest tylko plewą. I że na nic się nie przyda.
    Naród polski, jak mało który może na świecie, umie przetrwać zimę i ciemności. I zawsze odradza się w nim, to co dobre i piękne.

    Ufajmy. Bóg wie. Widzi. Czuwa.
    Naprawdę nie musimy się bać.
    Pozdrawiam cię kochana🌸

  6. Długo myślałam, czy zabrać głos… Wiecie, co mnie przekonało?. Wasze uwagi (wyrozumiałe albo mniej wyrozumiałe) o tych, którzy milczą, choć powinni…
    Otóż… Powodem milczenia nie zawsze jest, jak zakładacie, to, że ktoś nie chce się narażać.
    Bo na przykład o mnie też byście mogły tak orzec: że byłam tchórzem. A ja nie deklarowałam w swoim środowisku społecznym, że zagłosuję tak, jak z pewnością Wy głosowałyście, bo… nie zamierzałam tak głosować. (Na partie z „dobrodziejstwem dla kobiet” też nie).
    Mnie akurat zarzut tchórzostwa nie boli, bo tchórzem jestem, swoją drogą. Próbuję nad tym pracować, ale słabo mi idzie. Jednak akurat w tym przypadku mogłybyście mi zarzucić inne rzeczy: złe priorytety, złe rozeznanie itd.
    I sądzę, że my, chrześcijanie, nie powinniśmy z góry osądzać, czym grzeszy nasz bliźni.

  7. Odwołując się do konkretu – może na przykład te wielomatki z radykalnej wspólnoty, w których pisze Mama Trójeczki, z innych powodów nie podejmują tematy wyborów na portalu (nie znam go, tego portalu), niż tchórzostwo.

    Albo jeszcze prościej: że nie każdy, kto nie mówi głośno tego, co my w danej sytuacji mówimy i uważamy, że powiedzieć należy, jest (pod tym względem, w tej sytuacji, nie tak w ogólności) tchórzem. Może ma inne powody.

    Na przykład ja (i teraz mówię w uogólnieniu, nie o kwestiach wyborczych!). czasem nie wypowiadam się w dyskusjach dotyczących bardzo ważnych spraw. I powodem nie jest to, że nie uważam tych spraw za ważne. Ani też tchórzostwo. Nie wypowiadam się, jeśli nie jestem pewna. A w niektórych sprawach nie jestem pewna. I wtedy, nawet jeśli mam własny pogląd, ale, powiedzmy, nie mam stuprocentowej pewności, że on się nie zmieni (pod wpływem nowej wiedzy na przykład, albo nawet osobistego życiowego doświadczenia, bo nie oszukujmy się, ono też na nas wpływa), to go nie zawsze wypowiadam.

    Oczywiście, jeśli ktoś mnie, w trakcie takiej rozmowy, spyta, jaki jest mój pogląd, to staram się jak najjaśniej i jak najuczciwiej go przedstawić. Ale nie robię tego z własnej inicjatywy.

    Podsumowując, chciałam się wypowiedzieć w kwestii milczenia, tchórzostwa i naszych polsko-polskich rozmów.

    1. O, teraz czytam całą dyskusję. Całym sercem zgadzam się z tekstem Rut, ale na pewno nie nazwałabym tchórzem (jak to się przewinęło w komentarzach) kogoś, kto nie mówi o tym otwarcie. I bardzo poruszyłaś mnie Alu tą wypowiedzią. Chyba każdy z nas jest trochę tchórzem, a jeśli robimy coś dobrego, to jest to zasługą Ducha Świętego. Apostołowie też siedzieli za zamkniętymi drzwiami, dopóki Duch nie zstąpił – i trudno mieć do nich o to pretensje, sam Pan Jezus zapowiedział, że tak właśnie będzie.
      Jak nie mamy Ducha, to lepiej milczeć. Pan Bóg sobie poradzi i bez naszej gadaniny, jak nie w taki, to inny sposób.
      Może nie o to ci dokładnie Alu chodziło, ale tak mi przyszło do głowy w związku z tematem milczenia.
      Uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *