Historynka

 

No i uwinęłam się przed Bożym Narodzeniem.
Parę intensywnych tygodni pisania na stole kuchennym między talerzami, pomiędzy obieraniem ziemniaków, a smażeniem kotletów i po nocach w świetle lampki. Poprawianie, wstawianie zdjęć i dziecięcych obrazeczków, szlifowanie, drukowanie… a potem znowu znajdowanie nowych materiałów źródłowych i od nowa…
Parę razy już myślałam, że praca skończona i nagle wyskakiwały jak królik z kapelusza zapomniane zapiski i karteczki z rysunkami dzieci:)
– Żarty sobie ze mnie stroisz? – zapytałam w końcu spoglądając znacząco w sufit;)

Ale teraz mogę odetchnąć. Oto pierwszy tom „Historynki rodzinnej” stoi oprawiony na półce, a pozostałe do odebrania jutro.



Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym jeszcze i dziś nie dopracowywała dzieła, dodając tu i ówdzie odręczne rysuneczki:)

Ale to już przysłowiowa „pestka”.
Tak więc historynka gotowa, by śmieszyć i rozbrajać serca dziadków i kolejnych pokoleń, które – mam cichą nadzieję – za parę lat zaczną się sypać jak wiśnie z koszyka.


Teraz mogę spokojnie zabrać się za szykowanie świąt.

Pierniki już dojrzewają piąty tydzień, dostaliśmy na prezent piękny obrus wigilijny, wymalowałam kartki bożonarodzeniowe, pomyłam cudem odnalezione bombki po Babci Niebieskiej, a choinka wdzięczy się za oknem obsypana białym brokatem śniegu. Aż się prosi o siekierkę;)


Ach!!!


Jeszcze chwila🌲

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *