Normal
0
21
false
false
false
MicrosoftInternetExplorer4
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}
Moja babcia – TaDruga – miała mały szklany gąsiorek z długą
wysmukłą szyjką. Gdy tylko nastało lato, babcia chodziła na jagody. Był
to jej codzienny rytuał, jej pasja z pasją uprawiana. Brała metalowy kubeczek
poręczny do zbierania, koszyczek poręczny do wysypywania i szła w las.
Gdy wracała, czarne złoto przebierała, płukała i wąską
szyjką wsypywała do gąsiorka aż się napełnił. Wszystko posypywała grubą warstwą
cukru, przewiązywała szyjkę kawałkiem gazy i ustawiała szklany słój na oknie.
Teraz czas było na słońce, które, podobnie jak babcia, do próżniaków nie
należało i grzało przykładnie jak to latem bywa. Ślizgało się po smukłościach
gąsiorka, dotykało czarnych korali jagód, błyszczało w kryształach cukru.
A potem działy się czary, bo, gdy następnego dnia
zaglądałyśmy z Amelką za firankę, słój – wczoraj jeszcze pełen po brzegi –
okazywał się napełniony do połowy.
Patrzyłyśmy zdziwione swoimi czarnymi jak jagody oczyma.
A babcia śmiała się tylko i znów brała metalowy, obtłuczony
nieco z emalii kubeczek i szła w las.
Dosypywała do gąsiorka dzień po dniu, bo tak robiła jej mama
i mama jej mamy. One wiedziały, że gąsiorka za pierwszym razem się nie zapełni
i jeżeli nie będą wytrwałe, nie starczy potem soku dla dzieci na caluśką długą
mroźną zimę.
Aromatyczny czarny jak noc nektar lasu.
Ja też mam taki swój gąsiorek, który skrupulatnie napełniam
wspomnieniami. Gdy się już uleżą, wyruszam po następne. Tak, by starczyło na
długie dni jesieni i zimy.
Napój o aromacie letnich dobrych myśli, pełnych światła
obrazów, spotkań, doznań.
Znów wróciłam z podróży i znów – wzorem babci- TejDrugiej – dosypuję
kubeczkiem do gąsiorka.
Las bukowy jak pradawna mroczna świątynia i ścieżka jak
tunel a u kresu światło
Jezusek frasobliwy, Jadam i Ewa, Anioły w giezełkach na
straganie rzeźbiarza
Pajęczyny strojne w rosę o świcie
Główka dmuchawca cała jak w brylantach
Zapach mokrej dymiącej ziemi na porannej mszy
Droga, która pamięta nasze stopy z czasów gdyśmy byli
chłopakiem i dziewczyną
Gliniane talerze z rysunkami, które magicznie w zamierzchły
czas dzieciństwa przenosiły
Fotel stary w
księgarni, który przykucnął w kąciku za równie leciwą maszyną do parzenia kawy
i wołał: Zostań tu.
Młyn stary zamyślony nad strumykiem, pustymi oczami patrzący
smutno w dal
…
To wszystko i jeszcze więcej wsypało się do gąsiorka
upływającego lata.
Babcia mnie tego nauczyła. Ja uczę tego moje dzieci.
Żyć tak, by wspomnień starczyło do końca.
