jarmarcznie

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}



Wspomnienie kolejne.

 

Jarmark Jagielloński w Lublinie.


 Zupełnie przypadkowo,
niespodzianie i po drodze tam się znaleźliśmy. W środku jednej z
najpiękniejszych i najbardziej dziewiczych polskich Starówek, w barwnej rzece
ludzi płynącej między kramami.

Niby kramy jak kramy, niby kupcy jak kupcy, sprzedający jak
wszędzie, ale jakoś mniej tandetnie niż gdzie indziej, bez rozpadającej się w
rękach chińszczyzny, komercji, hot-dogów i petard.

Bo kiedy widzisz gliniane ptaszki ze śladami linii
papilarnych twórcy, kiedy patrzysz na zwinne jak pszczoły ręce koronczarki przy
pracy, kiedy podziwiasz zadziwiającą precyzję ruchu rzeźbiarza, szare od gliny
palce garncarza, gdy słyszysz rzewną melodię przyśpiewki ludowej… Wszystko to w
morzu wszechobecnego udawania wydaje się najprawdziwsze na świecie. Prawdziwe
jak ludzki trud, ludzki talent, pasja tworzenia. Prawdziwe jak smak miodu,
chleba na zakwasie, smalcu z grudami skwarek.

 

Druga strona tego medalu to… cena rzeczy prawdziwych.

 

Cóż, nie od dziś wiadomo, że prawda jest wiele warta.

 

Wcześniej umówiliśmy się z dziećmi, że kupią sobie coś za
swoje  kieszonkowe.

Tyle tylko, że Nusia zostawiła portmonetkę w aucie na bardzo
odległym parkingu.

– To ile ty tam miałaś pieniążków? – wszedłszy do cichej
uliczki usiłujemy ustalić górną granicę Nusiowych jarmarcznych zakupów. Tatuś
zaoferował bowiem, że tymczasem założy za nią ze swoich zasobów.

– Pół kieszonki. – wypala szczerze
świeżo-upieczona-sześciolatka.

 

– No to tatusiu – śmieję się – Dawaj pół swojej kieszonki:)

 

Ostatecznie Nusia był wybredna jak każda rasowa kobieta i
zanim się na coś zdecydowała, skończyły się kramy.

A Laucia dostała czerwonego drewnianego konika, którego
naprędce nazwaliśmy Pomidorek Atn-Atn.


Najmniej zadowolony był Dusio, który nawet ukradkiem się łzę
uronił, gdy zatrzymałyśmy się przy kolejnym straganie z babskimi rzeczami. A on
się spodziewał, że to będzie impreza w stylu „pchli targ”. Miś też był bliski
płaczu, ale trzymał się twardo.

 

– Strasznie babski ten jarmark – skwitowali rozgoryczeni
mężczyźni już w aucie.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *