spełnienie 4

Normal
0
21

false
false
false

MicrosoftInternetExplorer4


Powoli i z mozołem budynek na naszej działce przeobraża się
w kierunku uroczego letniska, gdzie będzie można przenocować, śniadanie zjeść o
świcie przetykanym ptasią melodią, zasypiać kołysanym szumem brzóz i sosen,
brodzić w cieniach wieczoru aż po zmierzch, niespiesznym krokiem zejść z tarasu
do jasnego pokoju. Pobyć tam bez przerw kilka dni, tydzień, dwa. Rozpakować się
na dobre. Zadomowić. Nacieszyć się ciszą i odgłosami, zapachem, kolorem,
światłem i mrokiem.

Patrzeć na dzieci baraszkujące na trawie, nie pilnować
godziny, na zegarek nie spoglądać, czas wyznaczać cieniem sosny na środku
podwórza. Wypełnić to miejsce sobą. Zapach zupy gotowanej rozsiać, prania
muskanego wiatrem. Z książką i kawą usiąść, zamyślić się bez jednej myśli w
ludzkim języku pomyślanej. Gości tam ugościć, zauroczyć, omotać magią
sielskości.

Żadne nam Karaiby nie chodzą po głowach, żadne Hawaje nie
błądzą w podcieniach snów.

Maleńkie marzenia malutkich ludzi o rzeczach zwyczajnie nadzwyczajnych.

Z westchnień stu wykuwane, tysiącem szkiców zaplanowane,
nocną porą przerozmawiane, z dziećmi jak chleb podzielone.

Nie stać nas by marzenia szybko przekuwać w rzeczywistość,
więc powoli się stawają.

 

W tym roku balkon powstał.


Z drewnianymi poręczami, z solidnymi podporami, z
aksamitkami w doniczkach, cały zielony. Poręcz akurat taka, że kubek z kawą
można na niej stawiać – tak jak marzyłam.

– Kiedy tu będzie letnisko? – pyta Ala malując drewno – Bo
my z Duśkiem marzymy o tym, by wstać rano i na tym balkonie zjeść śniadanie.-
dodaje cicho.

„To jeszcze tak długo trzeba czekać” – zaczyna mi się myśl
smutna wplatać we włosy.

„Wszystko da się urządzić” – przerwa jej nagle myśl inna i jej się poddaję.

– Naprawdę chcecie zjeść tu śniadanie? – pytam dzieci

– Tak. – odpowiadają.

– Dobrze. To jutro wstajemy rano, pakujemy się i
przyjeżdżamy tu na śniadanie. – zarządzam.

Patrzą niedowierzająco.

 

I tak robimy.

Spełniamy swoje marzenie dwiema tacami kanapek, ciepłym kompotem
jabłkowym piernikiem i kubkiem kawy odstawianym na zieloną poręcz. Tak jak
marzyłam. W blaskach porannego słońca, wśród śpiewu ptaków i szumu lasu.

„Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy.” – powiedział
kiedyś Ten, Który marzyć się nie bał.

Sny się spełniają.

Czasem dzieje się to zupełnie niespodziewanie.

Ale zwykle wtedy, gdy obudzimy się i zakaszemy rękawy.

Gdy
pozwolimy szeptać innej myśli niż ta, która smutkiem wplata się we włosy.


/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *