zapach siana

 

Laurka bierze poduszkę z kanapy. Taką wyjątkową, którą uszyłam pod koniec lata.

Poduszka jest wypełniona suchym sianem, które zebraliśmy po którymś koszeniu. Pachniało tak urzekająco, że szkoda je było wyrzucić. Najpierw dzieci wiły sobie z niego gniazdka w sadzie i udawały kury. Potem się min obsypywały, a na koniec zebraliśmy i zanieśliśmy wonne runo na poddasze naszego budynku. Tam przeleżało do jesieni, a gdy ktoś wchodził na górę po skrzypiących drewnianych schodach, witało go zapachem łąki.

Teraz jest w poduszce. Uszyłam ją pod koniec lata. Na poszewce wyszyłam kwiaty i motyle.

 

Laurka przynosi mi ją i wtulając mały nosek pomiędzy te kwiaty i motyle, oddycha chwilę z rozkoszą, a potem wzdycha i mówi:

– Pachnie jak nasza działka.

 

Tak. Dokładnie tak. I jak kawałek bursztynowego popołudnia w naszym sadzie.

 

 

 

 

Po to są takie przedmioty, z pozoru nieważne i bez znaczenia. Dla jednego oddechu pełnego szczęścia i zachwytu.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *