Max opowiada anegdotę o pisarzu Stephanie Kingu.
( Od razu zastrzegam, że nie czytam jego książek, ani żadnych tego typu, po których lekturze włos jeży się na głowie, a noce stają się nieprzyjemnie bezsenne:)
Więc Max opowiada, że King jest bardzo systematyczny i codziennie stara się napisać siedem stron kolejnej powieści. Stąd jest bardzo płodnym twórcą.
– Ale – dopowiada mój brat – King kończy zwykle swoje codzienne pisanie w momencie, gdy sam zaczyna się bać tego, co właśnie napisał.
– O, to ja skończyłabym pisać po jakichś dwóch, trzech zdaniach – śmieję się.
I zaprawdę nie wiem czy to bardziej świadczy o moich zdolnościach pisarskich, czy o rozmiarach mojego tchórzostwa:)
