Od gór wolę niziny, zamiast szczytów – kwietne łąki i falujące pola, ale tym razem góry mnie zachwyciły.
Może dlatego, że Błędne Skały i Skalne Miasto mają w sobie tyle tajemnic, uroczych zakątków, niespodziewanych dróg. Mają w sobie i nagość skał i bujność zieleni, i bezbrzeżny błękit nieba i małe oczka jeziorek. Jest w nich majestat i wielkość, a jednocześnie przytulność dająca ukojenie i poczucie bezpieczeństwa. Wędrowanie tam przyniosło mi o wiele więcej radości niż rozległe widoki ze szczytu Śnieżki.
Pewnie dlatego wciąż jeszcze śnią mi się te obrazki. Nieprawdopodobne formacje skał, ciasne tuneliki między nimi, wąska ścieżka pod nogami, paprocie i jagodzińce w najbardziej niespodziewanych miejscach, strumyczek nie odstępujący od nogi jak wierny pies.

Moja wyobraźnia została nasycona i napojona o brzegi. A mimo to wracałam do domu z niedosytem, pragnąca jeszcze więcej.
Może więc czas… Może w tym roku…
Zobaczymy:)
* * *
Nawet nasi uczniowie, wciąż utyskujący, że to za wysoko, za daleko, za trudno nie zmniejszyli mojej radości z przebywania tam.
I moje ulubione pytanie: „Po co tam idziemy?”:) Nawet nie policzę ile razy je słyszeliśmy:)
– Damy radę – powtarzałam zasapana, gdy raz po raz zatrzymywali się na szlaku, mówiąc, że już nie pójdą ani kroku dalej – Damy radę, parę oddechów, odpoczniemy i ruszamy – mówiłam.
I ruszaliśmy znowu.
– Skąd wiesz, że nie dasz rady tam wejść? – pytałam w drodze na Śnieżkę – Próbowałeś?
– Nie.
– No to spróbuj. Dowiemy się na szczycie. Tak naprawdę nie wiemy na ile nas stać, dopóki tego nie sprawdzimy. – tłumaczyłam. I szliśmy dalej.
I weszliśmy. Zmęczeni, bo pokonaliśmy własną słabość, własny rwący się oddech, drżenie mięśni, pot na czole. A potem wszyscy dzwonili ze szczytu do swoich rodziców z nowiną, że udało się!!! weszli!!!
– Proszę pani, bije mi serce w nodze! – zdziwiła się Amelka.
– Pierwszy raz to czujesz? – śmiałam się.
– Tak.
Może warto było właśnie dlatego. By po raz pierwszy serce zaczęło bić w nodze;)

Na tym też polega wychowanie: pokazać człowiekowi jak jest silny i choć mały, jak na wiele go stać.
I że największe z naszych zwycięstw to pokonać siebie.

W wakacje tam będziemy:) Dokładnie – okolice Wałbrzycha, Góry Sowie, ale to wszystko to przecież te niezwykłe, bogate nie tylko w cudowne widoki, ale i niezwykłe zabytki Sudety! Nasze ulubione góry. Prawda, że taka wyprawa to reset? Po powrocie jakby zaczyna się od nowa. Wspaniałę uczcucie.
Tak, prawdziwy reset. Zapomniałam nawet jak prowadzić lekcje:) Ale już znowu się wdrożyłam.
Nasze dzieciaki często tam jeżdżą z dziadkami. Ja z kolei ukochałam Beskidy i już się nie mogę doczekać wędrówek. Nie musi być wysoko, ale nie może być płasko – dostaję wtedy depresji, dosłownie. Dlatego lubimy też Kaszuby i Mazury, bo tam wzgórza całkiem spore. Każdy czuje się dobrze gdzie indziej 🙂
Tez jestem zdania, że góry nie muszą być wysokie żeby były piękne.
Ale połoniny jednak kocham najbardziej. I tak wyobrażam sobie niebo – przepiękne łąki aż po horyzont.