tak naprawdę nie wiemy ile potrafimy znieść, dopóki to nie przyjdzie
– powiedział jej
gdy zaczęła nieśmiało
o mężu
zdradzie
i zaczynaniu od nowa
montował jej nowe drzwiczki
do nowej szafki
w nowej łazience
nowego mieszkania
gdzie zaczynała zupełnie nowe życie
tak
– odpowiedziała powoli i z wahaniem
bo musiała zmierzyć się
z tą nową myślą
jak ze smokiem
który nagle wyszedł z pieczary
nigdy nie czuła się silna
a jednak daje radę
uśmiecha się
rozmawia
pracuje
załatwia sprawy
co dzień wstaje rano
tylko ten smutek
na samym dnie
obu jezior szarych oczu
tylko to
nic więcej
on wiedział co mówi
nie wyczytał tego w książce
parę lat temu
była taka noc
wyrok śmierci
rak
zaawansowane stadium
bezsilność na twarzy lekarza
zapłakana żona
czworo małych dzieci
walka na śmierć i życie
coś o tym słyszała
mogła mu zaufać
znał drogę przez ciemność
tak naprawdę nie wiemy na ile nas stać
– powtarza znowu
i prostuje się
skończone
– dodaje
patrząc na gotową szafkę
pięknie
– cieszy się ona


To Boży cud, że przebyta droga przez ciemność może stać się dla kogoś innego odrobiną światła na jego drodze…
Tak, to zdumiewające. Taki Boży paradoks. Ciemne drogi tak wiele uczą i na tak wielu potem mają wpływ.
Czasem pojawiają się ciemności po to by dostrzec jasność i coś nowego, by zmienić swoje życie. Ściskam serdecznie.
Tak Lenko. Ciemności też są po coś. I wiem to z doświadczenia, nie z książek
Pozdrawiam Cię. Przejdziesz wszystko, coraz silniejsza i piękniejsza.
A ja mam ostatnio właśnie bunt na takie myślenie. Bo np niezawinione cierpienie małych dzieci… Nie rozumiem, po co to komu. Dorośli to co innego, ale dzieci, które nikomu nic złego nie zrobiły i wcale nie chcą tego cierpienia?
Mnie życie wchodź uczy, że nic nie wiem. Myślałam, że dużo wiem o cierpieniu, ale gdy przyszło – nauczyło mnie zupełnie nieznanych rzeczy i odkryło nowe nieznane warstwy mnie samej.
To, że nie wiemy po co jest cierpienie niezawinione, to NIE znaczy, że odpowiedź nie istnieje.