Syn – gdy przyjeżdża do domu – przywozi stertę prania. Na szczęście wszystko jest czarne, więc ładuję pralkę, piorę, rozwieszam. I gotowe.
– Ale przecież wy macie pralkę na stancji? – zaczynam dochodzenie.
– No tak – odpowiada syn – I ja nawet piorę, ale – nie wiem dlaczego – po moim praniu i tak wszystko śmierdzi potem. A jak ty upierzesz, to pachnie.
– Płyn do płukania – podpowiadam z uśmiechem.
– A poza tym – kontynnuje syn – u nas pranie wisi i wisi i dalej jest mokre, a tu – powiesisz i już jest suche jak pieprz.
🙂
To ci zagadka🤔
Czasem czuję się jak czarodziejka:)

Ale chyba nie powiesz, że nauczyłaś pralkę, aby żywiła się wyłącznie prądem i nie połykała od czasu do czasu skarpetek? To już by były czary naprawdę nie do uwierzenia…
Połyka:)