Ach, jakie piękne książki podsunął mi Przypadek (czyt. Boża Opatrzność) na ten czas krótkiego postoju.
Najpierw „Cuda i łaski świętej Teresy z Lisieux”, a zaraz potem „Siostra Łucja mówi o Fatimie”.

Jedna – zupełnie nowa, świeżo zakupiona w sklepie, a druga – stareńka i zdjęta z przykurzonej półki moich teściów. Obie – niesamowite. I tak pełne wiary. Prostej, dziecięcej, ufnej, niezachwianej, dotykalnej, wyczuwalnej jak tętno, powąchalnej.
Tego mi było trzeba jak porannej rosy.
Opowieści o dzieciach, które – by ratować grzeszników od piekła – znosiły drobne przykrości, głody, smutki, pragnienia, niedogodności. Mała Hiacynta, którą bolała główka, bo cały dzień nie jadła i nie piła, aby cierpieć za grzeszników i skarżyła się, że świerszcze za głośno cykają i żaby zbyt głośno rechoczą. Lecz, gdy Franciszek zapytał: A nie chcesz ofiarować tego za grzeszników?, zakryła głowę i wykrzyknęła: Tak, chcę! Żaby, głośniej rechoczcie! Świerszcze, głośniej cykajcie!
Można być wielkim świętym, będąc tak zupełnie małym.
Albo św. Terenia, która objawiła się choremu i obsypała całe jego łóżko malutkimi różyczkami, tak, że zapach róż oplótł cały dom. A potem chory wstał zupełnie zdrowy.
Można, ach można być wielkim świętym, będąc tak blisko ziemi.
Więc widzicie. Rekolekcje bardzo udane:)
Polecam Wam czasem zachorować👍
