Słońce przysiadło mi na prawym ramieniu. Jak kot grzeje i niemal mruczy do ucha. Lewe w cieniu salonu, za woalem lekkiej różowej zasłony.
Pachnie majowe późne popołudnie, świergocze, bzyczy, szumi, kipi.
O takich chwilach marzę w gwarze, charmidrze i zabieganiu moich dni. O takim błogim nic-nie- robieniu, nic- nie- myśleniu, nic- nie- mówieniu.
Po prostu BYCIU i kontemplowaniu tego faktu wszystkimi zmysłami.

I to też jest modlitwa.
Modlitwa zanurzenia. Daleko poza słowem. Jeszcze głębiej niż myśl wszelaka.
Zatonąć w sobie, w Nim, w byciu wspólnym.
Tym oddychać.
Pokój wije gniazdo w bujnej koronie serca.

Tak, to piękna modlitwa. Takie zatopienie w ciszy, harmonii, spokoju ducha, życie w zgodzie ze sobą, zachwyt nad pięknem świata – wtedy Bóg jest tak blisko.
mama trójeczki
Tak może napisać tylko ktoś, kto zna taką modlitwę. Gdy zaczyna się tego doświadczać, całe życie staje się spotkaniem z Nim. Ty jesteś kimś takim, kto o tym wie.🌸
Czasem wydaje mi się, że wiem, a czasem jestem gdzieś daleko… Ale dziękuję za te przepiękne podnoszące na duchu słowa.