Mam poisencję, czyli gwiazdę betlejemską. Kupiłam ją rok temu na święta. Pięknie kwitła ( choć specjaliści oczywiście powiedzą, że to nie kwiaty lecz ozdobne liście u szczytu pędów:) aż do marca. Potem ją przycięłam i zostawiłam w spokoju.
Teraz, gdy nasze dzieci coraz częściej gawędzą wieczorami o choince, Mikołaju i pierniczkach, a nawet – o, zgrozo! – Lalcia puszcza już kolędy w wykonaniu Sinatry, moją głowę nawiedziło pytanie: Co zrobić, by moja gwiazda znowu pięknie zakwitła na święta?
Poradziwszy się dziadka Internetu, szybko znalazłam odpowiedź na moją interpelację.
Otóż – trzeba gwiazdce odciąć źródło światła, jakiegokolwiek światła!!! Na co najmniej 14 godzin dziennie.
Zabrać gwieździe światło brzmi tak samo brutalnie jak wyprać błękit nieba w wybielaczu lub odciąć dopływ powietrza człowiekowi.
Ale gwiazda betlejemska to ” kwiat krótkiego dnia” i nie będzie piękna jeśli dzień się przedłuży.

* * *
Znam kilka osób o bardzo trudnej historii życia. Dorastały w mroku, otrzymując światło z rzadka i w małych ilościach. A jednak są piękne, wyjątkowe i kwitną feerią barw.
W moim życiu też zdarzały się długie nieprzeniknione noce.
Tylu świętych rosło w mroku.
Myślę o tym, wkładając moją poisencję pod taboret i przykrywając kocem, by nie dotarł do niej żaden promień światła. Zakazany jest nawet blask świecy. Nawet taka porcja światła zakłóci jej dojrzewanie.
Noce.
Może są większym darem niż podejrzewamy.

dzieki, Rutt
z nocy
przetrwasz Amo🌺
To prawda…
No i są rośliny, które przy braku światła po prostu umrą. Z ludźmi też tak bywa.
Tak Riv. Bóg jednak nigdy nie dopuszcza byśmy byli przez całe życie pozbawieni choć iskierek światła. Pamiętam wspomnienia więźnia obozu pracy, dla którego iskierkami trzymającymi go przyda życiu był widok wschodu słońca, śpiew ptaka i wspomnienie żony. Dzięki temu przeżył, a po wojnie jak psychiatra stworzył koncepcję terapii sensu. Tą terapią uratował wielu ludzi wyrywając ich z brzsensu i ciemności. To doktor Viktor E. Frankl.
dzieki, Rutt