Przyjechał Max z workiem muszli, zapaleniem nerwu w stopie, ogorzałą twarzą i opowieściami.
Był z kumplami na kajakach w Rumunii. Szalona męska wyprawa. Pięciu rosłych panów w malutkim autku, na dachu bagażnik dachowy, a za nimi przyczepka z czterema kajakami i bagażami. Kilkanaście godzin podróży, a potem w kajaki.

Wśród opowieści jest i taka:
– Na środku jeziora, duża fala, musiałem trzymać dziób kajaka wciąż pod falę, bo gdyby przekręciło mnie bokiem, od razu by mnie zalało, albo przewróciło. I tak już miałem wodę w środku. Gdybym wypadł, zanim by ktoś to zauważył i podpłynął, w takiej temperaturze, o zmroku… – Max nie kończy, ale wiemy jaki bylby efekt.
– Płynęliśmy już wiele godzin, a horyznot tak daleko, że widać tylko czubki drzew. W końcu zrobiło mi się wszystko jedno: czy dopłynę, czy zostanę już tu na zawsze. – kończy brodaty brat.
Alegoria wielu żyć wielu z nas.
Walka z wiatrami, z wysoką falą, noc, zimno, samotność. Aż w końcu ta niebezpieczna myśl: poddać się. Zmęczeniu ciała, smutkowi duszy, myślom rozpaczy, podpowiedziom szepczącym w środku głowy: „Po co ci to? Zostaw. Najwyżej zginiesz.”
Może właśnie te chwile są najważniejsze w naszym życiu. Może całe życie trenujemy na mniejszych przeszkodach, nabieramy tężyzny i sił, by w takich sekundach nie zatrzymać się, jeszcze raz uderzyć wiosłem, wyczytać nadzieję z ostatniej smugi światła na horyzoncie.
I przetrwać.

Dziś Max jest z nami. Ze spokojem pokazuje zdjęcia jeziora, swojego kajaka, zachodu słońca nad wodą.
Stopa jeszcze boli, ale reszta dobrze.
– A te wielkie muszle to kogo? – pyta Lalcia.
– Ślimaka – odpowiada Max.
– Ale chyba nie jednego – śmieję się, wysypując parę kilo tego cennego ładunku z worka.

Muszle śmierdzą padliną, więc trzeba je porządnie wymoczyć i umyć zanim staną się pamiątką po wyprawie, która mogła być ostatnia.

Zwiedzałam kiedyś Rumunię, ale cerkwie i trochę góry… Piękny kraj, dobrze byłoby wrócić kiedyś.
Te fale, ciemność i samotność, uhh znane aż za dobrze… Ale bez takich chwil życie byłoby chyba uboższe.
Rutko książkę wysłałam wczoraj, zaraz wyślę mailem nr konta tylko muszę znaleźć 😀 Wieczorem mi Ania zagorączkowała i wypadło mi to z głowy całkiem.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba – choć myślę, że się w tym odnajdziecie bez problemu 🙂 Napisz gdy dojdzie, z pocztą różnie bywa.
Uściski!
Zdrówka dla Ani.
Dziękuję Riv jeszcze raz. Napiszę jak tylko dojdzie. Ostatnio poczta zaskakuje mnie pozytywnie w szybkości dostaw, więc myślę, że będzie rychło:)
Rutt, Pozdrawiam
Amo, ja Ciebie też🌸