deficyt much i inne sprawy

 

– Jakoś much w tym roku nie ma – zdumiona niepomiernie stwierdza Laurka.
A za oknem zawierucha, raz deszcz, raz śnieg, a wietrzysko mroźne nieustannie.
Cała rodzina wybucha śmiechem:)
No tak, nie ma.
Aż się ten fragment z Biblii przypomina, jeden ze śmieszniejszych :
„w owym dniu Bóg zagwiżdże na muchy”.

* * *

– Ty musisz obok podpisu na obrazach pisać jeszcze datę, tak sobie pomyślałem – mówi Ksawery, oglądając najnowsze dzieło – Bo jak już będziesz sławna, to będzie ważne kiedy obraz powstał.
– Tak, tak – potwierdza Ala, która ostatnio Muzeum Narodowe nawiedziła w Krakowie – Matejko też tak robił.
Zaczynam się śmiać.
Są uroczy w tej swojej wierze we mnie.
– No, skoro mój kolega Matejko tak robi, to ja chyba też muszę – mówię filuternie mrużąc oko.


* * *
Mogę też liczyć zawsze na pokrzepienie, bo, gdy po malowaniu Andrzeja Boboli uskarżam się na kręgoslup, najstarsza córka śpieszy z wyjaśnieniem jakże logicznym:
– Boli, bo po Boboli:)
Nie ma to jak diagnoza przyszłego fizjoterapeuty.
Plasterek na moje skołatane serce:)

 

 

3 thoughts on “deficyt much i inne sprawy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *