spotkanie

Taki ranek, gdy jestem zupełnie sama w domu.
Mąż w pracy( dziś daleko), dzieci w szkole, zegar tyka kojąco przesypując czas, kawa pachnie ( dziś piję ją sama), zgrzytają fusy w ustach, kot drapie w coś pazurkami za uchylonym oknem.
Jest słońce i mróz, ten piękny czas pomiędzy zimą a wiosną. Jeszcze tu i tam drobiny śniegu strąca wiatr z gałęzi, ale tulipany już wydostały zielone ramiona spod ziemi, kotki bazi powłaziły na wierzbę.
Wiewiórka wije gniazdko w zielonej budce. Na sośnie została już tylko jedna. Ta druga budka spadła od zbyt intensywnego wicia gniazda przez szalonego rudzielca.
W powietrzu na zmianę słychać śmiech dzięcioła i szum samolotów wojskowych.
– Znowu te Wiatrowe Duchy – powiedziała wczoraj Laurka – Całą noc latają.
– Ładna nazwa – pomyślałam – chyba tak teraz będę nazywać loty myśliwców nad nami.
Światło odbija się w szybie auta, za autem kalina wciąż obsypana obficie koralami. Gdzieś daleko słychać klekot traktora, pierwsze polowe prace się zaczęły.

Obiad już gotowy, drewno przyniosłam, w piecu napalone, poskładane pranie, pozmywane naczynia, śniadanie, kawa, różaniec.
Zaraz wsiądę do samochodu, odwiedzę mamę, potem ze szkoły odbiorę Laurkę.

Ale jeszcze nie teraz.
Jeszcze sobie tak posiedzę sama.
Lubię takie chwile.
Wtedy bardziej intensywnie czuję Jego obecność. Dotkliwie.

Niektórzy mówią, że Boga najbardziej dostrzegają w górach.
Ja nie potrzebuję gór.
Nawet niespecjalnie za nimi przepadam. Dziecko zielonych nizin.

Górą spotkania jest dla mnie taka chwila, gdy jestem sama.
Zupełnie i pozornie sama.

6 thoughts on “spotkanie

  1. Ja najbardziej w górach, dziecko gór 🙂 i nad brzegiem morza. Ale w domu też, chociaż ostatnio u mnie nawet cicha modlitwa serca („Panie Jezu Chryste, ulituj się nade mną grzesznikiem”) jest przerywana wołaniem „mamo, kupa!”. Inny rodzaj sacrum 😉 choć też świątynia domowa.
    Dobrze czytać o tym, jak może być kiedyś… jeśli dożyję 😉 Na razie staram się jakoś doceniać ten kociokwik jaki mam.

  2. Nad moja głową też głośno. I choć uspokajam siebie i innych, że to tylko patrole, że to dla większego bezpieczeństwa, to jest tak jakoś nieprzyjemnie. Zwłaszcza nocą, gdy słychać wyraźniej. Ale te wasze „Wiatrowe Duchy” jakoś tak oswajają niepokój 🙂 . Dziękuję.

  3. My trochę przyzwyczajeni jesteśmy Dorotko, bo niedaleko lotnisko wojskowe, to od lat znamy te szumy. Ale teraz są o wiele częściej. I w nocy.
    Dobrze wiedzieć, że ktoś czuwa nad naszym snem. To tacy nasi ludzcy aniołowie stróże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *