Otwieram moje Pismo Święte.
Mała, wyświechtana już przez lata książeczka, którą otrzymałam w prezencie od kapucyna o. Prudencjusza jako licealistka.

Towarzyszyło mi potem całe moje życie: w domu, na studiach, w podróżach, w pracy, w plecaku, torbie, kieszeni. Jest tylko dwa lata młodsze ode mnie. Pełne podkreśleń, śladów łez i potu na cienkich kartkach. Zasuszone między nimi kwiaty już dawno wypadły, ale jest obrazek Jezusa na krzyżu, do którego tuliłam czoło i twarz w czasach zupełnej ciemności.

Obrazek tak samo zniszczony jak mała Biblia. Zmięty moim życiem, moimi dłońmi szukającymi oparcia, moimi oczami, gdy wypatrywały iskry nadziei…
* * *
Dziś – zmęczona kolejną ciemnością – otwieram niebieskie okładki i mój wzrok pada na słowa:
„Patrz – świat poszedł za Nim.”
Pełne zdumienia i zrozumienia własnej porażki słowa faryzeuszy, patrzących na tryumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy.
Tak, świat pójdzie za Tobą Jezu.
Jeszcze trochę.
Nie martw się Miły.
Jeszcze parę mil ciemności nad przepaściami. Jeszcze parę krzyży przerzuconych jak mosty nad rwącymi rzekami zdarzeń. Jeszcze kilka zakrętów ostrych jak noże.
Jasne snopy nowych świętych, żniwo wielkie, tuż przy Twojej ścieżce dojrzewa szybko.

– Patrz, świat poszedł za Nim. – powiedzą znów zdumieni – Poszedł, choć Jego droga to droga krzyża, usłana cierniami.

Ci wszyscy, którzy przed dwadzieścia wieków szli za Nim, choć proponował drogę krzyża… to jest zdumiewające. Ale jeszcze bardziej zdumiewa mnie (i smuci), jak mało to zdumiewa tych, którzy nie tylko, że nie wierzą (to potrafię zrozumieć, nawet chwilami… odczuć), ale w historii chrześcijan dostrzegają tyle ciemnych zakamarków (o tak, prawdziwych), a tej jasnej drogi tak wielu, wielu, ludzi, zobaczyć nie potrafią…
Nie wiem Alu dlaczego tak jest. Ciemność jest bardziej widoczna niż światło? Bezpieczniejsza?
To co robia teraz Polacy, to prawdziwe chrzescijaństwo, światło. Wokoł mrok, ale światło caly czas trwa. Bedzie dobrze, Rut
tak, Polska jest teraz światłem dla świata. Może iskra, która miała wyjść z Polski, o której mówił Jezus Faustynie, to nie jeden człowiek, lecz taki właśnie zryw narodu.