Choinka ubrana wśród śmiechu i wrzawy.
W tym roku bardzo wcześnie, ale piątek to był jedyny dzień, gdy mogliśmy to zrobić pospołu. A właśnie to „pospołu” przy takich czynnościach najważniejsze. Nawet efekt nie jest tak ważny jak wspólne strojenie drzewka.
A efekt jak zawsze: „choinka w stylu meksykańskich wieśniaków”, czyli wszystko i we wszystkich kolorach tęczy.

– Zauważyliście, że dzięki bombkom Babci Niebieskiej ( pisałam już, że je odnaleźliśmy) nasza choinka wzbogaciła się o kolor niebieski? – pytam, kłując palce o świerkowe gałązki .
– Teraz już jest wszystko – potwierdza Alusia gdzieś spod niższych gałęzi. – Bo do tej pory szliśmy tak bardziej w tonację czerwono – złotą.
Adaś nanizuje druciki do powieszenia, Lalcia czai się z cukierkami i chowa je w najciemniejsze zakamarki choinkowe.
Pachnie w całym domu żywicą, skrzą się światełka, podfruwają papierowe aniołki, płoną świece, oczy, czerwone od emocji policzki.
🌲🌲🌲
A następnego dnia choinka od rana świeci w rogu salonu, zupełnie jak krzew Mojżesza, który płonie, a się nie spala.
A dzień intensywny, pełen zajęć, obowiązków, pracy boć to sobota. A jeszcze mąż wymyślił jakieś remonty hydrauliczne( nieodzownie konieczne tuż przed świętami – jak zauważamy obie z Alusią:), a jeszcze chłopcy mają montaż mebli w dwóch domach, Alusia cały dzień opiekuje się ciężko chorą mamą Julki, Hanię boli brzuch, a hydraulik spóżnia się bite 4 godziny…
🌲
Ja biegam po całym domu, Lalcią komenderuję, bo zostałyśmy same na placu boju, a tu i pranie i sprzątanie, w piecu napalić, koty nakarmić i obiad ugotować, potem trzeba go Ali zawieźć na jej posterunek, po drodze babci bańki postawić, bo ją przewiało, no i przykryć miejsce gdzie posadziłam cebulki kwiatów żeby mróz ich nie uszkodził, przypilnować, bo ktoś ma przyjechać po choinki dla Ksawerego do kościoła…

Udaje mi się jeszcze w międzyczasie pompejankę odmówić i dokończyć dekorowanie domu ( jedlina i kalina). Nawet na chwilę akwarele wyjęłam i pomalowałam nowo- narysowanego aniołka na choinkę. Alusia go narysowała, gdy tęskniła w dużym mieście za domem.
🌲🌲🌲
Tyle tego wszystkiego.
Chłopcy zjeżdżają pod wieczór, Arek hydraulik stuka, puka i wierci do godziny 20tej, więc wody mamy tyle, co nałapaliśmy w garnki.
Ale nie tracimy humoru.
Siadamy wokół choinki, jedni na fotelach, inni kładą się na kanapie, a Adaś zasypia na podłodze pod choinką.
Włączamy sobie nieśmiertelne bożonarodzeniowe przeboje. I te amerykańskie z lat 50tych i angielskie tradycyjne kolędy, i te bardziej współczesne utwory.
Śmiejemy się, przekomarzamy, śpiącego na podłodze przykrywamy kocykiem, podkładamy poduszkę pod głowę, a potem robimy mu zdjęcia. Ma tak słodką minkę jak Jezusek w szopce. Tyle tylko, że bardziej wyrośnięty:)

Jutro dekorowanie pierniczków, bo dziś już nie starczyło ani czasu ani sił.
Starszaki jeszcze muszą pojechać na chwilę do dużego miasta na kilka zajęć.
I wracają.
A potem już święta🌲🌲🌲
Takie jak zawsze i jednocześnie takie jak nigdy. Wszak jeden jedyny raz przeżywamy każdy dzień, każdą godzinę, chwilę…
Jako nastolatka napisalam pewnego takiego jedynego dnia życzenie:
Życie przeżyć tak, by wspomnień starczyło do końca.🍁
Możliwe, że uzbierało się już tego tyle, że i kolejne pokolenia nasycą się i nakarmią.
Możliwe.
Bo taki jeden dzień jak dzisiejszy, to już kuferek z mnóstwem drobiazgów.
🌲🌲🌲
W każdym bądź razie postaram się , by odziedziczyły ( te przyszłe pokolenia) bombki Babci Niebieskiej i aniołka Alusi:)

Ależ przepiękna „panna zielona”!
U nas niektóre ręcznie zdobione pierniczki mają – w ramach ozdoby – młodzieżowe słowa typu kox, a piernikowe misie dziwne miny lub ciemne okulary. Nauczyłam się nie komentować tego 😉 Ale i u Was inwencji twórczej niemało. Tak się zastanawiam, to pierniczkowy żółw czy dinozaur (ten z niebieskim okiem i cętkami) ?
Garbiec, czyli wielbłąd. Ale wszyscy nazwali go mrówkojad😁 Co roku nam takie dziwaki wychodzą. Wyślę ci kilka tegorocznych;) Jest nawet protist.
Córki wniosły do mojej świadomości słowo „protisty”, za tzw. moich czasów były wyłącznie swojskie pierwotniaki. Tak czy inaczej, chyba łatwiej je ujarzmić w formę pierniczka niż taką np. ośmiornicę. Albo garbca.
Dokładnie tak samo było w moim przypadku. Obie córki na rozszerzeniu z biologii i nagle w trakcie przepytywania którejś do sprawdzianu odkryłam… że jest coś takiego jak protisty, a ja jestem zamierzchłym mamutem🤭
Ciekawe co jeszcze wymyślą zanim nasze wnuczki będą się uczyły biologii;)