zamiast liczenia owieczek

 

Jeśli nie piszę długo, to nie jest zła nowina:)


Po prostu dzieje się tyle dobrych spotkań, chwil bogatych, zdarzeń pięknych, momentów codziennych, błogich, rozmów znaczących więcej niż same słowa, planów realizowanych, marzeń spełnianych, miejsc zobaczonych, myśli głębokich, książek odkrytych, ludzi poznanych … że trudno to pozbierać po jednym dniu, a opisać jest prawie niemożliwością.


– Rut, nudzisz się co? – pytają mnie przypadkowo spotkani znajomi z pracy.
– Nie – śmieję się – Ani chwili się nie nudzę. Tyle się dzieje.


Czasem wieczorem, gdy zamknę oczy i przytulę głowę do poduszki – zamiast liczenia owiec lub baranków – próbuję wymienić wszystkie małe i duże rzeczy ubiegłego dnia. By za nie podziękować.
Ale stado baranów łatwiej zrachować niż to wszystko:)
Zwłaszcza jak się jest tak drobiazgowym i chce się ująć w spisie i poranny promień słońca, który usiadł na sztaludze, i niebieskie oczy Inki, i lśniące korale kaliny, i pajączka, który rozsnuł swoją sieć na gałązkach migdałka…
A to tylko najmniejsze z rzeczy ma mojej liście.
Zasypiam więc z niedosytem, kończąc swoją pieśń lakonicznym : ” za wszystko bądź uwielbiony”.


Czuję, że to nie do końca sprawiedliwe uraczyć Go takim banałem, ale kiedyś spać trzeba:)

 

 

świnkowy eksperyment

 

Asia maluje mi włosy, a jej mama, a nasza stara znajoma opowiada nad filiżanką herbaty o fascynującym eksperymencie finansowym.
– Postanowiliśmy kiedyś rodzinnie, że będziemy zbierać wszystkie pięciozłotówki. Zrobiliśmy specjalne pudełko i zaczęliśmy. Nie pamiętam ile czasu to trwało nim zapełniliśmy to pudełko.
– Z parę miesięcy – odzywa się Asia.
– Aż pewnego dnia wysypaliśmy wszystko i … – bajarka zawiesza znacząco głos budując emocje.
– Tam było 15 tysięcy!!! – nie wytrzymuje córka.
– Wow, Mitku!!! ( tak mówię do męża zdrobniale) My mamy trzy córki, musimy zbierać na posag. Syn pójdzie za darmo, ale córki…
Wszyscy wybuchamy śmiechem.

No, ale żarty żartami, niemniej przy pierwszej okazji znalazłam na wyprzedaży pękatą świnkę skarbonkę i zaczęliśmy eksperyment finansowy.
– Żeby było szybciej – zarządził mój mąż – będziemy zbierać i „piątki” i „dwójki”.
– No tak – mrugam znacząco okiem – Ala ma już 21 lat, trzeba się spieszyć;)



– Czy ktoś dziś nakarmił świnkę? – pyta raz po raz czujna najmłodsza „panna na wydaniu”, a wtedy niewtajemniczeni robią zdziwione miny. Bo – owszem – wszyscy wiedzą, że hodujemy stadko kotów, ale żeby świnie?
🙂

I tak zbieramy. Nawet goście – poznawszy nasz szczytny cel wydania posażnych panien za mąż – dorzucają swoje trzy grosze:)

A co śmiechu przy tym, a co zabawy, a jakie emocje;)

Wynik eksperymentu podam za jakiś czas:)

Bądźcie czujni.