wstawiennicy

– Wiesz – mówi Bella przy herbatce – Byłam na krótkim wyjeździe z moimi rodzicami.
– No tak, pamiętam. – odpowiadam – Tata dobrze się zachowywał? – pytam, pomna z opowieści Belli, że tata ma trudny charakter i potrafi u- nie -przyjemnić życie bliskim, nawet na urlopie.
– Nie, no jak na niego, było super – mówi Bella – Ale pamiętasz: mój tata jest głuchy i gdy się modli, robi to na głos. – Bella uśmiecha się figlarnie znad swego kubka i kontuuuje opowieść wyraźnie zaaferowana
– Pewnego ranka słyszę, a on modli się o zdrowie dla twojego Michała. Patrzę: a on trzyma obrazek Matki Antoniny, który mu dałam cztery lata temu.
– Nie żartuj – przerywam jej opowieść wzruszona – On wciąż modli się za Michała.
Bella kiwa głową.
– Codziennie – mówi – Od ponad czterech lat. „Prosiłaś mnie żebym się modlił, to się modlę” – powiedział tylko jakby to było oczywiste.

Przez chwilę milczymy obie.
„Ale przecież on go nie zna nawet” – przebiega mi myśl na paluszkach. „No i… z opisów Belli nie wynika, by był miłym człowiekiem”.

A jednak.

– Wiesz, to będzie piękna chwila – mówię cicho – gdy tam, po śmierci zobaczymy tych wszystkich, którzy się za nas modlili.
– Myślisz, że ich zobaczymy, że się dowiemy…? – wątpi Bella.
– Wiem to napewno.

* * *



Popatrzymy wokół i zbliżą się ku nam uśmiechnięci. Znani i nie znani. Całe tłumy. Pełni miłości.


‌To ten, który wymodlił ci ratunek z wypadku…
‌modlitwa tamtej osoby jak złota łódź przeniosła cię przez odmęty nocy, tamci trwali na modlitwie, gdy byłeś operowany,
‌gdy traciłeś wiarę, podtrzymała cię ofiara kogoś z drugiego krańca świata,
‌temu zawdzięczasz zdrowie dzieci, twoja matka na kolanach wyprosiła ci niebo,
‌ktoś modlił się nad ranem, gdy ty planowałeś samobójstwo.
‌miałeś być abortowany, lecz twoja babcia nie ustawała w modlitwie i ocalałeś,
‌twój przyjaciel poniósł część twojego krzyża

‌Tak wielu zawdzięczamy tak wiele, lecz wciąż jeszcze prawie wszystko jest za zasłoną.
‌Czasem tylko zalotny wiatr zdarzeń odsłoni nam brzeg prawdy i … jesteśmy porażeni ogromem miłości, która jest jasna jak płomień świecy. Mrużymy oczy, a spod powiek spływa łza.

– Wiesz, że tata Belli wciąż modli się za ciebie? – mówię mężowi wieczorem.
I widzę jak jego oczy nagle lśnią w blasku nocnej lampki, a powieki zaczynają trzepotać jak motyle.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 22 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *