kalendarz

Dziś zaznaczałam w nowym kalendarzu nasze wszystkie urodziny i rocznice. Co roku zaskakują nas te nowe liczby:)
Za parę dni skończę 47 lat, mężulek tyleż samo w kwietniu. A Hania mówi: to niemożliwe żebyście mieli aż tyle, wciąż zachowujecie się jak studenci:) Ma chyba rację. Trochę. Bo my nie jesteśmy chyba takimi typowymi rodzicami.
Syn skończy w marcu 19 lat. W kwietniu będzie nasza 22 rocznica ślubu❤️ ( znam Michała już 25 lat, czyli spędziłam z nim ponad połowę mojego życia),
a w maju Ala skończy 21 lat. To nie do uwierzenia. Dopiero ich urodziłam. A mój mały synek jest wyższy ode mnie, potężny mężczyzna. Hania w czerwcu będzie miała 15 urodziny, a Laurka w listopadzie – 11.


Co roku tak oznaczam kalendarz i wciąż zadziwiam się, bo dziesiątki lat mijają jak mrugnięcie oka. A we mnie, w środku tak niewiele się zmieniło. Wciąż to jestem ja – ta sama dziewczynka, która rysowała kredkami w zeszycie pole zboża i maki i chabry…
ta sama nastolatka, która podczas burzy otwierała okno pokoju i patrzyła zauroczona na sad wstrząsany spazmami wichury…
ta sama jednocześnie zagubiona i pewna siebie istota, ta sama szaleńczo radosna i niosąca głęboki smutek w sercu, trzpiotowata i mądra, otwarta i zamknięta, wypełniona pokojem i rozdarta lękiem, pełna energii i pasji, choć w tym samym czasie nieruchoma jak posąg, poznana i nieprzenikniona, śmiertelna i wieczna, pełna światła i brocząca mrokiem.
Wszystko to mieści się we mnie jak w jednym roku mieszczą się wichury, ulewy oraz upały, dni szare i złote jak snopy zbóż, spienione zielenią morza letnich lasów i ich nagie zimowe szkielety, szelesty, cisza, zasiew, żniwo, wojny, pokoje…
Patrzę na kalendarz i wiem na razie tylko gdzie wpisać rocznice tego, co było.
Reszta jest nieprzenikniona.
Co na przykład zdarzy się w okienku oznaczonym : 7 luty?

Jak zaskoczy mnie 18 marzec? Tajemniczy lipiec rozkłada na stronie swoje 31 kart. A grudzień duma u kresu roku. Czy będzie śnieżny?


* * *
Nic nie wiem. Nie wiem nawet czy będzie mi dane zapisać rocznice w następnym kalendarzu i po raz kolejny zadziwić upływem czasu i moim w nim trwaniem.

Nauczyłeś mnie roku 2020 kończyć każde zdanie jak kończyła je Babcia Niebieska:

” …jeśli dożyjemy”.
Śmiałam się z niej kiedyś, bo to był jej stały refren, jakby powracająca nuta w pieśni.
Teraz rozumiem – to kolejny szczebel mądrości i pokory – być świadomym swego kresu.


Lecz jestem też pewna swojej bezkresności.
Jestem jak zdjęcie w ramie. Czas ogranicza mnie i otula, daje poczucie bezpieczeństwa, przynależności, uziemia. Lecz kiedyś wypadnę z ramy. Będę już poza nim.


Ale będę.

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na kalendarz

  1. kawusiowa pisze:

    Ruttko, że my jesteśmy młode, to wiadomo ;). Ale że Laurka już 11 lat? Pamiętam z wakacji dziewczątko, które samo szyło ciuszki dla lalek, a ona już taka duża :))

  2. ruttka pisze:

    właśnie gra w szachy z Adasiem:) Bardzo urosła. I wzwyż i wszerz;)

  3. Rivulet pisze:

    Ja też patrzę na ten nasz kalendarz i się dziwię… W dodatku znów poznamy odpowiedź na pytanie: jaką jeszcze datę będziemy świętować co roku. Zawsze mnie to porusza, że jeszcze nie wiemy, a potem będzie oczywiste, że ten dzień tego miesiąca jest wyjątkowy.
    I również dalej się czuję małą dziewczynką, choć otacza mnie stadko dzieci.
    Piękny ten obraz na górze!

  4. ruttka pisze:

    ale miesiąc to już przewidujecie Riv?

  5. Pani Łyżeczka pisze:

    Moja Babcia mówiła to samo: jeśli dożyję. Ale ona wcześniej tyle razy umierała, że nikogo takie mówienie nie dziwiło. Zdziwiła nas dopiero, gdy naprawdę umarła.

    • ruttka pisze:

      Dziś ktoś opowiadał o swojej babci…że ,za czasów wojny gotowała zupę w ziemiance i gdy mieszała łyżką w garnku, naraz wpadł Rosjanin z kałasznikowem i zaczął krzyczeć: Uciekaj, uciekaj, bo budu streljać!!!
      A babcia, nie przerywając mieszania: E, ja już wiele razy była strjelana:):):)

      Może Cię ta historia podniesie z łoża boleści Łyżeczko;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *