krucha filiżanka

Przyjechała na rowerze Julcia, przyjaciółka Alusi. Zgrzana, zarumieniona siadła z nami przy stole. Coś tam zaraz wjechało na dębowy blat. Herbatka, chleb, masło, pomidory… Nad blatem rozpętało się tornado przekrzykiwań, śmiechu, wspominków, postukiwań łyżeczkami…
– Ojej. Jak u Was jest fajnie. Razem siedzicie przy stole i rozmawiacie. Ja z moją rodziną siadam tylko do wigilii. – zwierzyła się Ali Julcia już przy bramie.



Ten brak siadania wspólnego, słów wymienianych niespiesznie, głów pochylonych nad jednym stołem sprawił, że rodzina Julii dziś już w zasadzie nie istnieje. Jest jak rozbita porcelanowa filiżanka. Cacuszko, które ktoś nieuważnie wypuścił z ręki. A nad jego skorupami milczenie, łzy, drżenie rąk i głosu.
* * *
Nieuważność, pośpiech, brak dbałości i delikatności. Niedocenienie wagi drobnych słów, gestów.
Może właśnie dlatego nasze rodziny rozbijają się na wolno krążące bez orbit elektrony. Bez zobowiązań, wspólnoty, więzi.



A energia, która z tego rozbicia pochodzi, potrafi niszczyć całe światy. Ludzi. Ich tożsamość. Marzenia.


Julcia marzy o rodzinie, chce ją założyć, już planuje ze swoim ukochanym, a jednocześnie boi się, że im się nie uda i że znów kolejna filiżanka roztrzaska się o podłogę.
Patrząc na nią, widzę samą siebie trzydzieści lat temu, mój lęk, że jeśli spróbuję, powtórzę błędy rodziców i dziadków i roztrzaskam życie swoje i nie swoje.


Dziś wiem, że warto zaryzykować i warto się starać i że – choć wydaje się to bajką dla dzieci – można z kruchej porcelanowej filiżanki pić dwadzieścia lat i dłużej.

 

O ruttka

Szczęśliwa żona od 20 lat, mama czwórki dzieci, w tym dwójki dorosłych. Poszukiwaczka skarbów w codzienności, zakochana w Bogu i oddana Maryi. Zapatrzona w biblijną Rut - wierną aż do bólu i umiejącą zbierać z pól te kłosy, które przeoczyli inni. Kochająca poezję, książki, muzykę, rośliny i piękno w każdej postaci.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na krucha filiżanka

  1. Barbara pisze:

    Masz rację Rut,warto zaryzykować,warto się starać.My z mężem pijemy z tej kruchej filiżanki już 28 lat,bywało różnie,raz lepiej,raz gorzej,ale zawsze razem i z Bogiem.Staraliśmy się przekazać to dzieciom,czas pokaże czy skutecznie.Syn od niespełna roku ma żonę,często powtarza,że chciałby mieć taką rodzinę,jak ta z której wyszedł,synowa z innymi doświadczeniami,tzw eurosierota boi się powtórzenia błędów rodziców.Zawsze powtarzamy im,że jeżeli Bóg będzie u nich na pierwszym miejscu,wszystko inne będzie na właściwym miejscu. Pozdrawiam cieplutko🌹🌹

  2. Ama pisze:

    Pieknie napisałaś, Rutt. Ucze się od Ciebie, jak tworzyc taki dom, do ktorego przyfruną ptaki z innych gniazd. Jak na razie mi sie to nie udaje 🙁

  3. ruttka pisze:

    Basiu, piękna historia rodzinna. I napewno dobrze się zakończy także w rodzinie Waszego syna. Jeśli się staramy i powierzamy Bogu, wszystko będzie dobrze:)

  4. ruttka pisze:

    Amo, podobał mi sie zawsze dom Muminków, które z taką łatwością zapraszały wszystkich do swojego stołu. Tatuś Muminka przybijał jeszcze jedną deskę do stołu, my dostawiamy krzesła:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *