Wchodzę do domu i nim zdejmę buty i czapkę, a kurtkę zarzucę na wieszak, za nos zaczyna mnie wodzić zapach.
– Mmm- mruczę- piernik z nutą pomarańczy.
– Dlaczego pomarańczy? – pyta przytomnie Lalcia, która wróciła ze mną z rekolekcji- Przecież pierniki piekliśmy bez pomarańczy?
No tak. Racja. Z cynamonem i innymi aromatami korzennymi, ale bez pomarańczy.
Sekret wyjaśnia się zaraz po wejściu do kuchni. Oto mężulek i reszta delektują się słodkimi owocami tropikalnymi, odzierając je uprzednio i bezwzględnie z pomarańczowych skórek.

„Ręce mają na oślep skrwawione ich sokiem” – cytując Leśmiana.
Obie zmarznięte nastawiamy czajnik w kropki na kuchenkę – profilaktycznie i na herbatę – i zasiadamy do wspólnego pałaszowania pomarańczy.
Z boczku, na paluszkach zakrada się lirycznie Cohen podarowany niedawno przez przyjaciółkę Ewę ( „bo pamiętam jak mówiłaś, że ci zaginął, a go lubisz” – napisała:) Przyjaciele są pamiętliwi bardzo:)
Cohen śpiewa więc u nas ostatnio od świtu do zmierzchu. Nic dziwnego, że ma taką chrypę:)
Jemy pomarańcze otuleni ciepłym basowym Alleluja. Potem zaczynamy kroić skórki w kosteczkę i przesypywać je do słoiczka. Dziewczynki zasypują cukrem i słoik zaczyna wyglądać jak lampion płonący jaskrawym ogniem.

Zaczynam wyjadać skórki z cukrem. Łyżeczką. Jak to ja.
Przy czwartej przypominam sobie , że mam uczulenie na cytrusy, a zwłaszcza na ich skórki. Reakcja jest natychmiastowa. Zaczynam się drapać po nogach przy ogólnej uciesze rodzinki.
Śmiech splata się z mruczeniem Leonarda. Pachnie malinowa herbata. Pierniki piętrzą się jak masyw górski znad brzegów olbrzymiej misy.

* * *
Ot. Taki wieczorek rodzinny.
Czasem myślę: ” to nic nadzwyczajnego”.
Ale bywa, że przekręcę łepek jak sikorka i spojrzę na tę zwyczajność moim drugim okiem.
Wtedy dostrzegam cud codzienności, która została mi ofiarowana.
Brokatowy mieniący się blask szarych dni, zupełnie zwyczajnych wieczorów i atramentowych nocy.
To drugie oko widzi inaczej.
Lubię nim patrzeć na świat.

Dzięki za to piękno, które pokazujesz. Tak delikatnie rysujesz je lekkimi pociągnięciami piórka…
tak trzeba. żeby nie spłoszyć chwili.
Pięknie:)
mama rójeczki
Och, Rut, u nas też Cohen – dostałam od męża na Mikołaja! Mi śpiewa w zimnym aucie, kiedy jadę do pracy, więc może to też mu nie służy na gardło 🙂 I pierniczki dziś piekłam z chłopcami!
Tak. Mówienie na zimnie nie jest dobre dla gardła. tym bardziej śpiewanie. Powiedz mu to i okręć szyję szalikiem? Grzeje mi serce myśl, że u Was znów ciepło, domowo, spokojnie. Niech Was Anioły strzegą. ?